poniedziałek, 2 lutego 2015

KONKURS SPORTOWY STS / BC43400



"Polacy zaczęli odnosić sukcesy. Rok 2014 był pod tym względem wyjątkowy. To nasi rodacy wygrywali, a Polska stała się liczącą siłą na arenie sportowej. Już nie świętujemy pojedynczych zwycięstw, ale regularnie oglądamy "naszych" na najwyższych stopniach podium. Cieszyliśmy się m.in. ze startów reprezentantów sportów zimowych na igrzyskach olimpijskich w Soczi, kolarzy w Tour de France i na Mistrzostwach Świata, lekkoatletów i pływaków na mistrzostwach Europy, a w końcu siatkarzy na Mistrzostwach Świata. Nawet piłkarze wygrywali ważne mecze, a wszystko to w ciągu zaledwie ostatnich 12 miesięcy. Kibicem jestem od dziecka, ale ten rok na zawsze pozostanie w mojej pamięci - jako, mam nadzieję, moment przełomowy dla polskiego sportu." Mateusz Juroszek




Ciężko nie zgodzić się ze słowami prezesa największej w Polsce firmy bukmacherskiej STS, która z roku na rok umacnia swoją pozycję na rynku pozostawiając konkurencję coraz bardziej w tyle.

Podczas ostatniej wizyty w biurze pana prezesa związanego z Cieszynem od wielu lat i zawsze chętnie wracającego tu by odwiedzić rodzinę i przyjaciół, dostałem w prezencie kolekcjonerski album prezentujący sylwetki polskich sportowców, którzy osiągali sukcesy w roku 2014. 80 stron na wysokiej jakości kredowym papierze, 81 kolorowych fotografii, w tym wiele publikowanych wyłącznie tutaj, przegląd wszystkich sukcesów polskiego sportu, taki album to świetna pamiątka dla każdego kibica, a dodatkowym atutem jest to, że jest to limitowana edycja przeznaczona do dystrybucji wewnętrznej wśród przyjaciół firmy STS i nie można będzie go nigdzie kupić.

Egzemplarz będący w moim posiadaniu postanowiłem przeznaczyć dla jednego z czytelników BC43400, ale żeby wybrać odpowiednią osobę uznałem, że muszę zrobić konkurs z wiedzy o sporcie na Śląsku Cieszyńskim. Jako osoba mało obeznana w tym temacie zwróciłem się o pomoc do redaktora Marcina Mońki, jednego z największych znawców sportu jakich znam w Cieszynie, który po chwili zastanowienia podesłał mi trzy pytania.

Aby wziąć udział w konkursie należy do 20 lutego godz. 12 w samo południe nadesłać prawidłową odpowiedź na wszystkie trzy pytania. Wtedy to zostanie opublikowana lista osób, spośród których zostanie wylosowana nagroda jeszcze tego samego dnia na promocyjnym bankiecie BC43400.

Teraz czas na pytania konkursowe:

1.W czerwcu minie 2. rocznica śmierci tego hokeisty, zawodnika i trenera reprezentacji Polski (w narodowym trykocie wystąpił dwukrotnie), który przez kilka sezonów bronił barw Piasta (Ogniwa) Cieszyn. Jak nazywał się zawodnik i w jakich latach grał w drużynie z Cieszyna?

2.Wychowanek cieszyńskiego Piasta i były reprezentant Polski Ireneusz Jeleń ogłosił w grudniu zakończenie piłkarskiej kariery. Kibice nie tylko z Cieszyna doskonale pamiętają, że w polskiej lidze strzelił 47 bramek. Kiedy zdobył swojego ostatniego gola w polskiej ekstraklasie? Proszę podać rok oraz klub, którego barwy wówczas reprezentował.

3.Ci bracia przyszli na świat na Zaolziu, od kilku lat są związani z jednym z najbardziej znanych europejskich klubów piłkarskich. Wielka kariera dopiero przed nimi. Mają rodzinne piłkarskie tradycje – ich ojciec był bramkarzem, brat także zarabia na życie parając się futbolem. My jednak pytamy o bliźniaków: jak się nazywają i barwy jakiego klubu reprezentują. Jeśli potrzebujecie podpowiedzi – podpowiadamy: o klubie bliźniaków w zeszłym roku było w Polsce dość głośno.

Prawidłowe odpowiedzi należy posyłać e-mailem na adres francisdrake.1580@gmail.com wpisując w tytule KONKURS BC43400.

Żeby nie psuć zabawy innym podawanie prawidłowych odpowiedzi publicznie w komentarzach na blogu BC43400 bądź jego stronie facebookowej grozi sankcjami formalnymi (wyrzucenie z grona fanów i zablokowanie dostępu).

Do dzieła!!!!!

PIERWSZA SESJA





Rada Miasta Cieszyna w składzie wyłonionym w listopadowych wyborach miała już sporo okazji do spotkania się, ale żadna z bodajże pięciu grudniowych sesji nie była taką całkowicie zwyczajną, na jakich to nasi radni będą spędzali swój czas pracy przez najbliższe cztery lata. Pierwsza taka sesja w pełnym wymiarze odbyła się dopiero w tym roku, a konkretnie w ostatni czwartek czyli 29 stycznia. Nie mogłem sobie odmówić przyjemności podpatrzenia jak działa nowa rada i jak współpracuje z tymi działaniami nowy burmistrz. 

Póki co jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, porządek sesji i sposób załatwiania spraw wyglądał bez porównania lepiej niż w poprzedniej kadencji. Przewodniczący Krzysztof Kasztura bardzo ambitnie podchodzi do swoich obowiązków i już na pierwszy rzut oka można bez zastanowienia powiedzieć, że porządek obrad jest świetnie zorganizowani, a radni są do sesji dobrze przygotowani. Wszelkie głosowania odbywały się sprawnie i bez niepotrzebnych niedomówień. Radni mający zastrzeżenia do omawianych i głosowanych spraw uzyskiwali na swoje uwagi szybkie i fachowe odpowiedzi.

Podejście burmistrza do radnych też bardzo mi się spodobało, większość odpowiedzi na wszelkie zapytania, wnioski i interpelacje było akceptowane przez radnych jako zadowalające i wyczerpujące. Nie było kłótni i przepychanek jakie wiele razy na tej sali miały miejsce w przeszłości. Jeśli tak będzie ta współpraca wyglądała przez cztery lata to efekty działań tej kadencji w naszym samorządzie powinny być pozytywne dla miasta.

Co więcej został oficjalnie przedstawiony podział kompetencji pomiędzy burmistrza, jego zastępcę, sekretarza i skarbnika. W przedstawionej prezentacji multimedialnej w jasny sposób pokazano, za które wydziały urzędu i podległe mu jednostki odpowiada każda z tych czterech osób, w najbliższym czasie burmistrz obiecał również wzbogacić tą prezentację o stan zatrudnienia w tych wszystkich wydziałach i jednostkach oraz kompetencje naczelników i dyrektorów.

Poza sprawami bieżącymi ważnym elementem sesji był również punkt dotyczący węzła przesiadkowego jaki ma powstać przy dworcu PKP, tutaj burmistrz zadeklarował, że wszelkie rozmowy rozpoczęte juą przez poprzednika są dziś na dobrej drodze i jeśli nic nie stanie na przeszkodzie to na 30 czerwca tego roku powinno być wydane pozwolenie na budowę i wtedy też zaraz rozpoczną się prace.

Poruszona została również delikatna sprawa zarządzania sportem w Cieszynie i finansowania poszczególnych dyscyplin, obiektów, wydarzeń czy też sportowców z imienia i nazwiska. Jak zapowiadają radni jest to sprawa wymagająca głębokiej analizy i fachowej dyskusji aby jej finał był najbardziej korzystnym jaki można przygotować dla sportu w naszym mieście.

Podobała mi się aktywność radnych za co warto pochwalić głównie nowe twarze jakie pojawiły się na sali sesyjnej po ostatnich wyborach. Osobiście cieszy mnie aktywna postawa radnego Remigiusza Jankowskiego, z którym rywalizowałem w swoim okręgu w kampanii wyborczej. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że wysokie standardy działania jakie można było zaobserwować na ostatniej sesji przełożą się również na działania w terenie, a radnym nie zabraknie zapału i będziemy wkrótce mogli obserwować pozytywne zmiany na jakie czekamy w Cieszynie.

Więcej o najnowszych planach naszego magistratu można się też dowiedzieć z wywiadu jakiego zastępca burmistrza udzielił Małgosi Bryl, poniżej wstawiam link:
http://gazetacodzienna.pl/artykul/gospodarka/trudne-sytuacje-sa-lepsze-od-delikatnej-stabilnosci-rozmowa-z-wiceburmistrzem-cieszyna

niedziela, 11 stycznia 2015

McDonald's ZA CMENTARZEM

"Na tej fali markowej manii wypłynął nowy gatunek biznesmena, ktoś, kto poinformuje Cię z dumą, że marka X to nie produkt, lecz sposób na życie, światopogląd, zespół wartości, wizja, idea. Brzmi to naprawdę wspaniale - o wiele lepiej, niż gdyby powiedzieć, że marka X to śrubokręty, hamburgery albo para dżinsów, czy nawet szczególnie udanych butów do biegania" - Naomi Klein


W roku 1989 Polską przestali rządzić bardzo źli ludzie popularnie nazywani przez wszystkich komuchami, a ich miejsce zajęli ludzie dobrzy i szlachetni, popularnie zwani przez wszystkich komuchami. Od tego czasu zaczęły się u nas rozwijać wszystkie nurty symbolizujące wolność. Bezrobocie, dzięki któremu możemy uwolnić się od obowiązku pracy, wolne wybory, w których decydujemy kto przez najbliższe cztery lata będzie zatrudniał Balcerowicza, ale najważniejsza rzecz to zniknięcie granic i możliwość posiadania paszportów w domu, dzięki czemu możemy jeździć do Niemiec po auto, do Włoch na truskawki czy do Anglii na zmywak.


Inna rzecz jaka pojawiła się w Polsce po przemianach w 1989r. to konsumpcyjny styl życia, który pozwala nam podnosić własne ego poprzez kupowanie sobie zupełnie niepotrzebnych rzeczy, które natychmiast po zakupie tracą na swojej wartości. Symbolem tego stylu życia są dwa złociste łuki na czerwonym tle, na którym wcześniej podobną barwą błyszczał młot z sierpem. Kilka lat temu co prawda tło zmieniło kolor, ale nie o tym dzisiaj przecież miałem pisać.


Cieszyn nie chciał nigdy być gorszy od innych miast i zawsze lokalna społeczność domagała się aby słynna "restauracja" McDonald's pojawiła się również nad Olzą. Niestety póki tej świątyni zachodniej cywilizacji u nas nie było to musieliśmy jeździć na pielgrzymki żeby uchylić czoła przed wielkim Klaunem Ronaldem. W czasach złej komuny najbliżej nam było do Berlina, później po upadku żelaznej kurtyny odgrzewalnie mrożonych kanapek zaczęły pojawiać się coraz bliżej nas.



Najpierw był Budapeszt, później Warszawa na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. Pamiętam jak jechaliśmy tam pociągiem z kolegą i jego rodzicami, którzy pracowali w PKP przez co nie musieliśmy płacić za bilet i wycieczka do stolicy na zestaw Big Maca miała sens. Sporo radości mieliśmy jak mama od kolegi powiedziała, że nie zje tak dużej kanapki i rozłożyła sobie big maca na dwie części.


Lata leciały, a Polska się rozwijała, McDonald's w Krakowie na Floriańskiej, Burger King w Lublinie, a w Katowicach Pizza Hut. W końcu jednak do stolicy Śląska również zawitał klaun, w Cieszynie działał wtedy jeszcze PKS, dyrktorem był Leszek Podżorski, a autobusy do Katowic odjeżdżały 10 minut po każdej godzinie. Podróż trwała półtorej godziny, a jak dyspozytor na dyżurce miał pół litra i polał kierowcy to dojeżdżało się nawet w godzinę i 15 minut. Z dworca autobusowego na Piotra Skargi jest dwie minuty piechotą do McDonald's-a na Stawowej więc wszystkie sobotnie wycieczki po buty do Iga Sportu czy po koszulki do Yankesa zawsze zaczynały się od powiększonego zestawu. Kiedyś nawet założyłem się z kumplem, że zjem 20 hamburgerów w godzinę, pojechaliśmy specjalnie do Katowic i przegrałem, 17 to było wszystko co potrafiłem wchłonąć.


Później nastąpił przełom, powstał McDonald's w Ostravie, a kursy walut i przepisy celne powodowały, że buty w Czechach były znacznie tańsze niż w Polsce. Całe centrum Ostravy zapełniło się wtedy sklepami Nike, Adidas i Reebok, jechało się pociągiem do stacji Vitkovice i dalej tramwajem do centrum, a w maku zawsze można było spotkać kogoś z Cieszyna. Byłem tam na zakupach chyba milion razy, ale tylko raz nie jadłem u klauna ani w KFC bo robiłem sobie kolczyk w języku i nie mogłem jeść.


No i nie można zapomnieć o Czechowicach, tam się kiedyś jeździło do kina bo filmy zawsze leciały miesiąc wcześniej niż w Cieszynie, ale czasami jedynym celem wycieczki był McDrive. Raz jak nie miałem jeszcze prawa jazdy to wziąłem malucha i powiedziałem mamie, że jadę poćwiczyć na bramki, a pojechałem z kumplem na big maca, maluch zepsuł się nam na światłach pół kilometra przed celem, ale dopchaliśmy go jakoś i zadzwoniliśmy po pomoc. Innym razem kolega wziął od rodziców Poloneza Trucka i pojechaliśmy w siedem osób, dwaj legalnie, a reszta na pace, tym razem auto zgasło pod Bielskiem, ale coś podłubaliśmy pod maską i odpaliło w końcu. Najgorzej tylko, że obok nas pod McDonaldem zaparkował radiowóz i musieliśmy prawie godzinę siedzieć tam na pace zanim odjechał.


Później już było coraz bliżej, Bielsko, Frydek-Mistek, Jasienica, ale cały czas powstawały mity legendy, domysły i spekulacje na temat otwarcia makkwaka w Cieszynie. Mówiło się o budynku gdzie na rynku jest PZU, o jakimś miejscu na Stawowej, o moście przyjaźni pod zamkiem, o Boguszowicach, a ostatnio o placu obok biedronki na rogu Wiejskiej i Katowickiej. W końcu jednak stało się, nasz sen o potędze się ziścił, wuj Sam postanowił nas uszczęśliwić i na Katowickiej za cmentarzem rozpoczęła się budowa tej świątyni prestiżu i wysokiej klasy jedzenia. Niestety ja już wyrosłem z młodzieńczej fascynacji klaunem i nie jadam w McDonald's bo się tym brzydzę, ale jestem pewien, że inwestor nie zawiedzie się na młodych pokoleniach użytkowników ajfona zapatrzonych jak w obrazek we wszystko co przypomina lepszy świat, w którym zamiast pierogów, żaglówki na Mazurach i krowy wyjącej pod domem jest rap, mecze NBA i strzelaniny gangów w gettcie.


Nie zmienia to faktu, że dorośli też czasami z braku wyboru jedzą w McDonald's, ale często też się zdarza, że wykorzystują tą "restaurację" do wyrażenia swojego sprzeciwu wobec narzucanego nam na każdym kroku zachodniego stylu życia. Ciekawe czy cieszyński punkt tej słynnej sieci poza pokoleniem ludzi otyłych stworzy również pokolenie antyglobalistów rozmawiających ze światem za pomocą kamienia i butelki z benzyną. Tak czy inaczej życząc smacznego polecam wszystkim film Super Size Me dostępny w całości na youtube z polskim lektorem.

https://www.youtube.com/watch?v=xcFcaHbxak8  

piątek, 9 stycznia 2015

ORSZAK TRZECH KRÓLI


Uczestnictwo w tego typu imprezach to zupełnie nie moja bajka, ale idąc we wtorek na kawusię bardzo pozytywnie zaskoczyłem się tym co zobaczyłem na rynku. Ludzi tak dużo, że nie da się przecisnąć momentami, kapela gra kolendy, na kilkunastu straganach sprzedawane jest rękodzieło i domowe produkty, góral siedzi na bryczce, do której zaprzęgnięte są dwa konie, kuchnia polowa rekonstruktorów 4 PSP rozdaje darmową grochówkę i herbatę. Dzieci biegają, dorośli plotkują, wszyscy są uśmiechnięci i wyraźnie zadowoleni ze spędzanego tutaj popołudnia.


Przeszedłem bliżej w stronę sceny i załapałem się jeszcze na końcówkę wystawianych jasełek, w których tym razem w rolę trzech króli wcielił się obecny burmistrz miasta, starosta naszego powiatu oraz dyrektor cieszyńskiej oświaty.



Nie jest łatwo w styczniu wyciągnąć ludzi z domów, w Pradze w tym miesiącu hotele czterogwiazdkowe kosztują nawet poniżej 70zł za dwie osoby ze śniadaniem, a i tak turystów jest o połowę mniej niż w innych miesiącach. Należą się więc szczere gratulacje dla wszystkich, którzy przyczynili się do tego, że cieszyński rynek udało się w ten dzień zapełnić ludźmi.


Pewnie wielu z was podobnie jak ja uważa, że święto Trzech Króli nie powinno być dniem wolnym od pracy, ale na to niestety mamy niewielki wpływ, a skoro już ten dzień jest w Polsce wolny to lepiej niech wypełniają go właśnie takie inicjatywy, a nie siedzenie przed telewizorem czy internetem.


Ekipa z kuchni polowej pracowała na pełnych obrotach, gdyby mieli po cztery ręce to grochówkę i herbatę rozdawaliby jeszcze dwa razy szybciej.


No i oczywiście szacuneczek dla muzykantów, których sobie obserwuję już od dawna i grają coraz lepiej.



Wielkie też gratulacje dla pań z Koła Gospodyń Wiejskich w Dębowcu, których produkty sprzedały się prawie wszystkie. Ja byłem z tym kołem na wycieczce w Tarnowskich Górach jakieś 30 lat temu i już wtedy wszystkie ich wyroby były pyszne.


wtorek, 16 grudnia 2014

NA STRAGANIE W DZIEŃ TARGOWY (SPROSTOWANIE)



Wczoraj rano umieściłem tekst o tym jak właściciele straganów na Starym Targu odgrodzili sobie teren na weekend. Dzisiaj będąc tam miałem okazję rozmawiać z kilkoma z nich i dowiedziałem się kilku rzeczy, których wcześniej nie wiedziałem, a w ich świetle powinienem napisać sprostowanie żeby nie wprowadzać nikogo w błąd i żeby nikt nie czuł się urażony. Tak więc po kolei:

- ludzie handlujący tu warzywami zawsze mieli problem z samochodami, które zaparkowane w weekend stały tam jeszcze w poniedziałek kiedy był już czas na handel

- ostatnio problem się nasilił bo przez wykopy związane z remontem kanalizacji zniknęły wymalowane na bruku koperty oznaczające zakaz postoju w tym miejscu i osoby pozostawiające tam samochód na dłużej po weekendzie mogły czuć się bezkarne

- sprawę konsultowano z MZD, ale nowych kopert nie da się wymalować z dnia na dzień dlatego Zarząd Dróg przekazał handlującym na Starym Targu ludziom taśmę zabezpieczającą i przenośny znak drogowy. Ma to być działanie doraźne na czas zanim nie wymaluje się na nowo kopert.

- zobaczyłem też papiery zezwalające na przewóz żywności w posiadanych przez ludzi ze straganów samochodach

Posumowując, handel warzywno owocowy na Starym Targu jest od lat stałym elementem życia miejskiego w Cieszynie, osoby prowadzące tą działalność nie mają lekkiej pracy i też muszą się borykać z wieloma problemami, o których zwykły kupujący nie ma nawet pojęcia. Pisząc wczorajszy tekst nie chciałem krytykować całej ich działalności, ale myliłem się będąc w przekonaniu, że będę właśnie tak, a nie inaczej zrozumiany. Panowie i panie zaopatrujący nas codziennie w warzywa i owoce odebrali to jako atak na siebie, w związku z czym zupełnie słusznie chcieli pokazać, że nic złego nie robią, działają w dobrej wierze i w uczciwy sposób pracują sprzedając nam porządne produkty nie odbiegające jakością od tych jakie są wystawiane w dużych marketach, które to w przeciwieństwie do lokalnych handlarzy nie płacą podatków w cieszyńskim urzędzie skarbowym tylko tam gdzie mają swoje centrale czyli zazwyczaj w odległych krajach.

Mam nadzieję, że nikt przez mój tekst nie zraził się do zakupów na Starym Targu i jeszcze wiele lat na nasze stoły będą trafiały zakupione tam produkty.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

NA STRAGANIE W DZIEŃ NIETARGOWY


Osobiście podoba mi się fakt, że na Starym Targo są stragany z owocami i warzywami, ale jeśli już tam coś kupuję to raczej od tych babcinek, które na samym początku wystawiają się z małymi stolikami czy towarem położonym na kocyku. To jest miłe, że nazbierają tego co im rośnie w ogródku, jadą do Cieszyna porannym DAS-em czy Transkomem, siedzą tu aż wszystko sprzedadzą, a za zarobione pieniądze idą nakupić bombonów dla wnuków.

Niestety handlarze na tych dużych straganach nie mają już w sobie tyle folkloru, to są już normalni przedsiębiorcy, którzy na swoich półkach wystawiają towary zakupione wcześniej w Makro czy u jakiegoś hurtownika. Większość ludzi kupując tam zdaje sobie świetnie z tego sprawę, ale taka już nasza natura, że lubimy czasami oszukiwać siebie i zapłacić więcej niż w Kauflandzie żeby tylko poczuć atmosferę kupowania od chłopa na targu i budować w sobie fałszywe przekonanie, że to niby jakieś lepsze produkty, swojskie, nieopryskiwane, nie z wielkiej uprawy, że niby z własnego ogródka pod góralską chałupą gdzie się nie stosuje nawozów, bla, bla, bla... Nikt w to nie wierzy, ale każdy tam lubi kupować i jest fajnie.


Tak czy inaczej w sobotnie popołudnie handel kończy się w tym miejscu i wraca dopiero w poniedziałek rano, a pod znakiem zakazu wjazdu i zakazu postoju jest umieszczona tabliczka z napisem "Nie dotyczy w dni świąteczne". Dzięki temu na placu mogą sobie postawić samochód ludzie wybierający się na imprezkę do "Fortepianu" na spektakl w teatrze, na niedzielną mszę w kościele czy po prostu na spacer po Cieszynie.

Straganiarzom to się jednak nie podoba więc postanowili samozwańczo zagrodzić dostęp do "swojej ziemi". W tylko sobie wiadomy sposób pozyskali przenośny znak zakazu parkowania, którego wcześniej używali robotnicy przy remoncie kanalizacji, ustawili go gdzie trzeba i otoczyli plac biało-czerwoną taśmą popularnie zwaną w Czechach "mléko" (zgadnijcie skąd ta nazwa).


Co ciekawe zamiast w otoczonym taśmą terenie postawić wszystkie swoje busy dostawcze lub po prostu pojechać nimi gdzieś hen daleko, postanowili ustawić je w drugiej części Starego Targu blokując kilka miejsc parkingowych innym kierowcom.


Oczywiście chodzi o ten pomarańczowy i o ten czerwony od wrzeszczącej pani z ostatniego straganu, która nawet załatwiła sobie papiery inwalidzkie żeby na parkowaniu zaoszczędzić.


Jeśli chodzi o dwa pozostałe auta parkujące na miejscach straganów to ten biały jest potrzebny jako punkt zaczepienia taśmy, a ten czarny to już dobre dwa lata nie jeździ tylko go przeciągają na linie jak stawiają stragan.


Na szczęście ludzie zwęszyli, że coś tu nie pasuje i ostatnio ktoś społecznie przeniósł ustawiony przez straganiarzy znak ;)


... a to feler, westchnął seler.

sobota, 13 grudnia 2014

CIASTECZKA ŚWIĄTECZNE


Ciasteczka świąteczne były zawsze i dopiero jak koledzy poszli na studia i powyjeżdżali do dużych miast to się dowiedziałem, że poza Śląskiem Cieszyńskim to niewiele jest miejsc gdzie też są one znane. U nas zawsze cistka piekła babcia, ale od ponad dziesięciu lat nikt jeszcze nie wyszedł z inicjatywą żeby tą tradycję kontynuować i mama kupuje zawsze ciasteczka w którejś cukierni. Jak jednak wiadomo, kupione nigdy nie są tak dobre jak własne, w związku z czym od jakiegoś czasu nosiłem się już z tym żeby spróbować coś upiec.


Świetnym pretekstem do podjęcia tej próby jest organizowany na zamku w Cieszynie coroczny konkurs na najlepsze ciasteczka, do którego się zapisałem i teraz już nie było odwrotu. Odgrzebałem więc starą książke kucharską mojej babci wypełnioną karteczkami zapisanymi po polsku i po niemiecku różnymi przepisami, wyselekcjonowałem te dotyczące świątecznych wypieków i wybrałem taki, który uznałem za najłatwiejszy. Wybór padł na ciastka o nazwie "orzechowe całuski".


Konkurs już jutro więc trzeba działać, zaraz po śniadaniu poszedłem do sklepu po potrzebne produkty, a później prosto do kuchni. Trzeba było zmielić orzechy, ubić białka na pianę, zważyć dobrze składniki, wymieszać, poukładać na blachę i wsadzić do piekarnika. Banalnie łatwe.







Teraz tylko poczekać jakieś 40 minut i trzymać kciuki żeby się udały. No i co??? No i niby udały się, ale bez szału, chyba dałem odrobinę za wysoką temperaturę i część jest powiedzmy OK, a te co były na końcu blachy są trochę twardawe i lekko przypalone od spodu. Tak czy inaczej liczą się dobre chęci, a następnym razem będzie lepiej. Na wygraną w konkursie i tak nie liczyłem, najważniejsze jest żeby się pokazać i rywalizować na równi z innymi niczym reprezentacja Jamajki na zimowych igrzyskach w Calgary w 1988 roku.


Do zobaczenia jutro na zamku.