piątek, 15 listopada 2019
30 LAT PO AKSAMITNEJ REWOLUCJI
W Republice Czeskiej i na Słowacji w ten weekend obchodzi się 30 rocznicę tzw. Aksamitnej Rewolucji czyli wydarzeń, które w 1989 roku w bezkrwawy sposób pozwoliły ówczesnej Czechosłowacji przejść z socjalistycznej drogi rozwoju i proradzieckiej orientacji, na tor demokracji zachodniej i w stronę tendencji zjednoczeniowej ze światem zachodu. Opinie na temat tych wydarzeń są różne, ale nie ulega wątpliwości, że Czechosłowacja była obok Polski jednym z tych państw, które potrafiły w tamtym czasie uniknąć rozlewu krwi, co samo w sobie powinno być osiągnięciem chwalebnym.
Śląsk Cieszyński ze swoim górnictwem, przemysłem ciężkim, granicą, mniejszością polską i skomplikowaną historią XX wieku był w tamtym czasie ważnym ośrodkiem w Czechosłowacji jeśli chodzi o liczenie się państwa z panującymi tu nastrojami społecznymi. W związku z tym działacze z naszych terenów również odegrali rolę w zachodzących wtedy przemianach. Nie jest więc też dziwne, że okrągła rocznica tych wydarzeń również tutaj pozwoliła zorganizować wspomnieniowe wydarzenia.
Centrum tych obchodów to oczywiście Ostrava, gdzie od dzisiaj na rynku (Masarykovo náměstí) liczba ludzi jest tak duża, że rzadko kiedy można zobaczyć tu równie natężony ruch. Przygotowano bowiem ciekawą wystawę zdjęć z czasów komunistycznej Czechosłowacji oraz namiot, w którym odbywają się różnorakie warsztaty, spotkania i prelekcje. Przygotowane wszystko jest bardzo profesjonalnie i daje nam niecodzienną możliwość przypomnienia sobie czasów trudnych przemian.
Żeby wydarzenie miało jeszcze bardziej autentyczny charakter i odpowiednią atmosferę to młodzież z ostrawskich szkół przywożona jest na rynek autobusami z tamtej epoki, a przy narożnikach placu stoją przypominające tamte czasy samochody pilnowane przez osoby ubrane w mundury funkcjonariuszy ówczesnych służb. Elementy nośne wystawy są natomiast obklejone starymi gazetami i pomalowane w hasła, jakie pod osłoną nocy sympatycy antykomunistycznej opozycji pisali wtedy na murach.
Jeśli ktoś jest zainteresowany taką lekcją historii na żywo to szczerze polecam wybrać się, akcja będzie się odbywała do poniedziałku (18 XI 2019). Można to też połączyć z nadrobieniem zaległości w ostrawskim życiu kawiarnianym, co sam zrobiłem i nie narzekam.
piątek, 11 października 2019
CELEBRITY DEATHMATCH !!!!!
Wielu z was pamięta zapewne ten tytuł, pod którym kryło się prezentowane na MTV show, gdzie plastelinowe figurki znanych ludzi walczyły na śmierć i życie na plastelinowym ringu. Niestety w lokalnej wersji zrobienie takiej animacji byłoby zbyt drogie, a co za tym idzie nieopłacalne, nie znaczy to jednak, że nie możemy przy okazji zbliżających się wyborów zrobić symulacji zapowiedzi takiej walki i prezentacji zawodników wraz z przewidywanym wynikiem. Jeśli chodzi o swój światopogląd to raczej nigdy nie ukrywałem, że bliżej mi do nurtów postępowych, żeby więc nikogo nie faworyzować, pozwolę sobie dzisiaj na przygotowanie symulowanego starcia dwojga konserwatywnych kandydatów. Zapraszam więc do zabawy.
W lewackim narożniku staje AS lokalnej polityki, były burmistrz Cieszyna, wicewójt gminy Istebna, Ryszard Macura. Pana Ryszarda poznałem dawno temu kiedy był jeszcze dyrektorem liceum katolickiego, a ileś lat później miałem przyjemność uczestniczyć w kilku organizowanych przez niego spotkaniach dla młodzieży w Domu Narodowym. Okazywał się on wtedy jako człowiek elokwentny, szanujący zdanie innych, empatyczny i otwarty na współpracę. Dałem mu kredyt zaufania i poparłem go w drugiej turze wyborów w 2014 roku żeby nie dopuścić do drugiej kadencji jego poprzednika. Nie spodziewałem się, że może on tak zawieść swoich wyborców i doprowadzić do własnej klęski w wyborach kolejnych. Nie spodziewałem się też, że za jego kadencji dyrektorką liceum Osuchowskiego zupełnie przypadkiem zostanie jego żona, na co burmistrz oczywiście nie ma żadnego wpływu. Nie zarzucano mu wtedy niegospodarności czy budowania układów, zarzucano mu za to ciche poparcie dla PiS, którego on jako kandydat na burmistrza się wypierał. Nie wstydził się swoich kontaktów z kościołem katolickim i konserwatywnych poglądów, ale pod prawicowym wtedy programem będącego wówczas w opozycji PiS, nie podpisywał się. Dzisiaj PiS jest u władzy i dała się ta partia już dobrze poznać jako twór działający pod płaszczykiem prawicowości przedstawianej w karykaturalnej formie w kwestiach obyczajowych, a w rzeczywistości stosujący w polityce gospodarczej takie krótkowzroczne i populistyczne praktyki, jakie zazwyczaj zarzuca się nieudolnym i koniunkturalnym partiom reklamującym się jako lewicowe. Taki stan rzeczy nie przeszkadza panu Macurze kandydować z listy tej partii.
W prawackim narożniku dumnie prezentuje się Gabriela Lazarek, która pozazdrościła PiS-owi miesięcznic smoleńskich i aby być jeszcze bardziej ortodoksyjna w swoich działaniach postanowiła organizować na cieszyńskim rynku dziennice obnażające nieudolność i zły efekt każdego ruchu jaki ta partia i utworzony przez nią rząd wykona. Będąca głosem prostego ludu, zwykła fryzjerka z Cieszyna, spontanicznie i oddolnie przez kilka lat codziennie o siedemnastej, niezależnie od pogody wychodzi na cieszyński rynek i z mniejszą lub większą liczbą swoich zwolenników krytykuje każdą decyzję rządu zapewniając przez długi czas, że nie jest działaczką współpracującą z PO, Nowoczesną, KOD-em czy jakąkolwiek inną organizacją tworzoną przez te same elity, skompromitowane dwoma kadencjami rządów uprawiających politykę korzystną dla wolnorynkowych działań wielkich ponadnarodowych korporacji. Nie chciałbym wierzyć w głosy przeciwników pani Lazarek, którzy sugerują, że za swoje protesty dostaje ona jakieś wynagrodzenie bo zupełnie poważnie szanuję jej determinację i zawziętość w prowadzonych działaniach i ufam, że przynajmniej na początku były one spontaniczne. Dowiedziałem się jednak dzisiaj, że od jakiegoś roku nie prowadzi już ona salonu fryzjerskiego więc nie wiem z czego się utrzymuje.
AND THE WINNER IS.....
Pani Gabriela kandyduje z miejsca szóstego na liście Koalicji Obywatelskiej, a według moich przewidywań lista ta uzyska w naszym okręgu dwa, maksymalnie trzy mandaty. Wątpliwe więc żeby to ona się dostała.
Pan Ryszard kandyduje z miejsca siódmego na liście Prawa i Sprawiedliwości. a według moich przewidywań lista ta uzyska w naszym okręgu cztery, a może pięć mandatów. Wątpliwe jest więc również żeby on się dostał.
Oboje kandydaci nabiją jednak głosów swoim kolegom i koleżankom z list wyborczych, którzy może później jako parlamentarzyści będą o tym pamiętać kiedy ich dyskretne rady będą pomocne przy różnych decyzjach związanych z obsadzaniem różnorakich stanowisk.
Kto jednak nie powinien mieć problemów z uzyskaniem mandatu to starający się o reelekcję senator Tadeusz Kopeć, który dzięki swym umiejętnościom i inteligencji potrafi odnaleźć się w każdej rzeczywistości. Już w czasach PRL był bardzo ceniony przez kolegów z PZPR jako dobry i lojalny towarzysz, jego poselskie kadencje z ramienia Platformy Obywatelskiej też były udane i obfite w sukcesy, a kiedy przeszedł z PO do PiS i wystartował z hasłem "wierny swoim zasadom" to wyborcy też bez problemu oddali na niego swoje głosy. Jeśli kiedyś w przyszłości partia Korwin będzie u władzy to jestem pewien, że pan kopeć również dumnie zasiądzie u boku prezesa Mikke.
Jeśli ktoś wątpi jeszcze w jego siłę to przypominam, że pan senator jest też świetnym budowniczym, wyśmienicie jeździ na nartach, gra w piłkę nożną i realizuje się niczym Vladimir Putin w wielu innych aktywnościach jak na prawdziwego mężczyznę przystało ;) No i oczywiście kocha dzieci i środowisko naturalne.
POSUMOWANIE
Tekst miał charakter żartobliwy i myślę, że nikt z opisywanych kandydatów nie będzie mi miał go za złe bo przecież każdemu z was trojga życzę żebyście się dostali i mogli razem jeździć sobie do Wawki pendolinem za darmoszkę, w sumie tego będę wam najbardziej zazdrościł jak wygracie.
Jeśli zaś o mnie chodzi to najprawdopodobniej zagłosuję na lewicę bo chciałbym żeby geje mogli w końcu adoptować dzieci. Nie wiem jak wy, moi drodzy czytelnicy, czy macie swoich faworytów czy nie. Ja w kilku poprzednich wyborach nie wiedziałem na kogo głosować więc żeby się jakoś przydać swojej okolicy to zawsze chodziłem w dniu wyborów do lasu zbierać śmieci. Jeśli więc i wy mielibyście tym razem nie głosować to polecam taki wariant, byłem dzisiaj na grzybach w Malince i powiem wam, że butelek i puszek widziałem sporo. Tymczasem kończę bo jest piątek i zaraz minie godzina 21:37 więc trzeba będzie iść gdzieś w miasto zaznaczyć swoją obecność przy barze lub na parkiecie.
90 LAT KOPERNIKA I POLITYKA
Mikołaj Kopernik wielkim człowiekiem był, ale też był niepokorny. W czasach jego życia wstrzymanie słońca i ruszenie ziemi było dość odważnym gestem bo kościół katolicki miał wtedy jeszcze wolną rękę jeśli chodzi o mordowanie ludzi w najokrutniejsze sposoby, a przecież jak wszem i wobec wiadomo, dla tej zacnej organizacji, wszelkie postępowe teorie są niewygodne. Na szczęście jednak astronom z Torunia nie podzielił losów Jana Husa czy Giordano Bruno i udało mu się umrzeć w naturalny sposób.
W Cieszynie działa z tej okazji liceum ogólnokształcące pod jego imieniem, które dumnie obchodzi dzisiaj swój jubileusz 90 lat istnienia. Nie wiem czy cały czas działało ono pod tą nazwą czy pod inną, ale nazewnictwo jest na drugim planie przy tak zacnym wieku. W czasach kiedy ja byłem w wieku licealnym i chodziłem do ledwo powstałego wtedy LOTE to Kopernik był dla naszej szkoły wzorem do naśladowania. Pozornie rywalizował z Osuchowskim o pozycję wynikającą z większej liczby absolwentów, którzy dostali się na dobre studia, ale jednak samo słowo "Koper" wiązało się z pewną elitarnością, którą my chcieliśmy przejąć. Chodziła tam większość dzieci lekarzy, prawników, burmistrzów i innych zacnych mieszkańców regionu, chodziły tam dziewczyny wygrywające konkursy Miss Podbeskidzia i chłopaki mające otwarty rachunek na barze w Jazz Clubie i Dziupli w Czeskim Cieszynie, a do "Osucha" z bardziej wyrazistych postaci to uczęszczali tylko koszykarze grającego wtedy w drugiej lidze "Piasta" no i Krystian Legierski, który dopiero kilka lat później miał stać się sławny. Z tego co pamiętam to Halina Mlynkova nie chodziła do Osucha tylko do liceum dla pielęgniarek działającego w tym samym budynku.
Wracając jednak do Kopera to prawdziwą wartością tej szkoły nie byli uczniowie, a nauczyciele. "Kosy" starej szkoły polskiej edukacji, które swoją surowością i bezkompromisowością połączoną z obszerną wiedzą i talentem do jej przekazywania, gwarantowały każdemu uczniowi, że jak przebrnie do matury i dostanie dobrą ocenę na świadectwie, to egzamin dojrzałości będzie dla niego tylko formalnością, a później dostanie się na jakąkolwiek uczelnię będzie chciał. Takie nazwiska jak Dordowa, Pakońska czy Gawlikowska do dzisiaj zapewne wśród wielu budzą zarówno podziw, szacunek, ale też zimny pot i dreszczyk niepewności jaki pojawiał się przed wystawieniem oceny.
Dzisiaj z okazji jubileuszu odbyła się w cieszyńskim teatrze uroczysta gala, w której brał udział nawet były premier Jerzy Buzek, którego ktoś bliski (chyba ktoś z rodziców) chodził swego czasu do tej szkoły. W świetle jego obecności fajnie wyglądało wystąpienie Stanisława Kubiciusa, przewodniczącego rady powiatu cieszyńskiego, który absolwentom tej szkoły znany jest jako dobry i ceniony nauczyciel chemii. Z tego co mówił wynikało, że teraz jest fajnie bo zlikwidowano gimnazja, a wcześniej jak były gimnazja to nie było fajnie. Buzkowi musiało być odrobinę głupio bo to przecież jego rząd doprowadził do utworzenia gimnazjów. Nie wiem czy ta wypowiedź była ukłonem w stronę PiS bo ja pana Kubiciusa raczej pamięta z lewej strony sceny politycznej (chyba SLD), ale przecież w dzisiejszych czasach droga z SLD do PiS nie jest daleka, a pan Buzek przecież też nie ma się czego wstydzić bo on tylko wykonywał polecenia prezesa Kaczy..., przepraszam, Krzaklewskiego. Tak czy inaczej przecież nikt nikomu nie będzie niczego rozpamiętywać na kilka godzin przed ciszą wyborczą bo ludzie i tak w końcu zagłosuję pod wpływem emocji, a nie zdrowego rozsądku. No i oczywiście żadna obecność ani wystąpienie na tym pięknym jubileuszu nie miały mieć wydźwięku politycznego, w końcu przy takiej okrągłej rocznicy wybory przechodzą na drugi plan. ;)
P.S. Z okazji jubileuszu trwa też remont elewacji zewnętrznej budynku szkoły, która od teraz będzie miała odrobinę inny odcień niż poprzednio. Są w Cieszynie środowiska, które mógłbym nawet nazwać eksperckimi w tej dziedzinie, a które oceniają dobrany kolor jako brzydki, a używając cytatu, nawet "majtkowy". Co wy o tym sądzicie, moi drodzy czytelnicy? Zapraszam do kulturalnej dyskusji.
sobota, 14 września 2019
NASI LUDZIE ŻYJĄCY W SERBII
Dwa tygodnie temu w wiślańskim amfiteatrze mieliśmy okazję zobaczyć premierę niecodziennego filmu pod tytułem "Ciągle tu jesteśmy" w reżyserii Andrzeja Drobika, opowiadającego o społeczności żyjącej w miejscowości Ostojicevo, w regionie Vojvodina w Serbii, mówiącej gwarą Śląska Cieszyńskiego i kultywującej wiślańskie tradycje, jakie od sześciu pokoleń zachowały się po ich przodkach, którzy prawie dwieście lat temu przyszli w te rejony pieszo, opuszczając Wisłę w poszukiwaniu pracy i lepszych warunków do życia.
Film wywarł na mnie wielkie wrażenie i wzbudził wiele emocji, ale również sporo pytań. Spotkałem się więc z jego twórcą, który opowiedział mi trochę o kulisach powstawania tej produkcji, a tydzień później wraz z grupą moich kolegów i koleżanek z Wydziału Etnologii Uniwersytetu Śląskiego pod okiem dr Katarzyny Marcol wybraliśmy się do Wisły na kilka dni gdzie Renata Czyż z wiślańskiej biblioteki oraz znana wiślańska historyczka Danuta Szczypka, opowiadały nam wiele ciekawych rzeczy o Wiślakach żyjących w Ostojicevie, o historii ich przodków, o ich religii, języku, kulturze i zwyczajach. Udało się też zobaczyć inny film o Wiślakach z Ostojiceva, który TVP nakręciła w 1988 roku w zupełnie innych niż dzisiaj realiach politycznych i społecznych.
Ostatnią rzeczą jaką trzeba było jeszcze zrobić był wyjazd do Serbii i przeprowadzenie badań terenowych bezpośrednio wśród mieszkańców Ostojiceva, którzy dzięki wieloletnim kontaktom z dr Marcol zgodzili się przyjąć naszą grupę na prawie cały tydzień i wyczerpująco odpowiedzieć na wszystkie nasze pytania pokazując nam przy tym swoją miejscowość i rutynę życia jakie tam prowadzą.
We wtorek wieczorem dojechaliśmy na miejsce gdzie gdzie w sali Domu Polskiego znajdującego się tuż przy parafii ewangelickiej przywitała nas grupa fantastycznych ludzi mówiących po naszymu i chętnych na kontakt ze wszystkim co związane z Wisłą i naszą okolicą.
Każdy kolejny dzień w tym miejscu to była przygoda, od rana do wieczora mieliśmy czas wypełniony spotkaniami z ludźmi różnych profesji, w różnym wieku i z różnym podejściem do otaczającego świata, ale wszystkich ich łączyła duma ze swojej skomplikowanej tożsamości i wielka chęć podtrzymania pamięci o tym, że od 1838 żyją w tym miejscu ludzie noszący inne nazwiska niż reszta i posługujący się innym językiem niż reszta, a pochodzący z małego miasteczka w Beskidach, u styku granic polskiej, czeskiej i słowackiej.
Przez te kilka dni udało się nam przeprowadzić kilkanaście długich wywiadów, poznać wójta, odwiedzić kościół ewangelicki, katolicki i prawosławny, zwiedzić okolicę, zawrzeć wiele przyjacielskich znajomości, pobiesiadować, zakosztować lokalnych specjałów, a przede wszystkim odrobinę lepiej zrozumieć specyfikę tych ludzi i ich perspektywę patrzenia na sytuację, w której żyją.
Wiele wniosków jakie mogę teraz wysnuć nie napawa optymizmem bo całkiem możliwe, że przed nami już tylko ostatnie dekady istnienia tej społeczności, która przez małżeństwa mieszane i migrację młodzieży do dużych miast, kurczy się w bardzo szybkim tempie. Nie zmienia to jednak faktu, że jeszcze wiele możemy razem zrobić i jest kilka punktów zaczepienia aby szansy na tą współpracę nie zmarnować.
Jutro rano o 9.30 wybieramy się na nabożeństwo do kościoła ewangelickiego gdzie umówiliśmy się z większością poznanych tu ludzi, a po wyjściu z kościoła już tylko czas na pożegnanie i przed nami 650km powrotnej drogi do domu. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mi się zebrać myśli i przekazać wam, moi drodzy czytelnicy, możliwie najwięcej z tego co tu zaobserwowaliśmy.
wtorek, 3 września 2019
ZNIKA JEDEN Z NAJBARDZIEJ ZNANYCH MURALI
Mural ten powstał w ciekawych okolicznościach, kiedy festiwal filmowy Romana Gutka "Nowe Horyzonty" po pierwszej edycji w Sanoku przeniósł się do Cieszyna to wszyscy mieszkańcy miasta oszaleli na punkcie festiwalowych wydarzeń, w związku z czym każdego roku odbywało się ich coraz więcej. Podczas czwartej edycji tej imprezy, a trzeciej odbywającej się w Księstwie nad Olzą, do organizacji włączyła się także warszawska Fundacja Galerii Foksal przygotowując cykl przedsięwzięć artystycznych pod nazwą "Akcja Równoległa", w ramach której jedną z realizacji był właśnie ten mural wykonany przez współpracującą z fundacją artystkę, Monikę Sosnowską.
Pamiętam świetnie uroczyste odsłonięcie tego muralu bo wypożyczałem wtedy organizatorom na dwie godziny sprzęt nagłaśniający za co dostałem 400zł, a sam miałem ten sprzęt wypożyczony od Hermana z Bielska na tydzień za 200zł, co więcej na otwarciu załapałem się jeszcze na darmowe wino musujące i koreczki z oliwkami i tanim camembertem. Pamiętam też zapewnienia fundatorów instalacji, że zgodnie z umową z właścicielem ściany, mural będzie ją dekorował przez najbliższe 10 lat.
Dziś mija lat 15 od tych wydarzeń i mogę o tym muralu powiedzieć przynajmniej dwie ciekawe rzeczy. Po pierwsze nie dość, że wytrzymał dłużej niż zapowiadano, to owiał on to miejsce jakąś ochronną powłoką i dziwnym trafem cieszyńscy autorzy nielegalnego graffiti przez całe 15 lat omijali tą ścianę nie wymalowując na niej nawet niewielkich tagów. Po drugie zmieniły się czasy, technika poszła do przodu i tradycyjnych telewizorów kineskopowych z niesymetrycznym frontem zawierającym poza ekranem panel sterujący i głośnik mono, używa już bardzo niewiele osób poza mną, więc jak znajomi odwiedzają mnie i widzą takie urządzenie to czują się jak w muzeum techniki, podobną refleksję miał pewnie w ostatnich latach każdy kto zatrzymał się pod tym muralem i chociaż na moment skupiał się nad jego estetyką.
Jeśli więc mural znika już z przestrzeni publicznej naszego miasta to fajnie byłoby jakby jego miejsca nie zajęła ściana o jednolitym kolorze tylko jakieś malowidło przynajmniej równie ciekawe, a może nawet jego kopia. Znalazłem autorkę w wikipedii i widzę, że żyje, a ostatnią opisaną tam wystawę miała w 2015 roku, więc chyba jest nadal czynna artystycznie. Mój kolega Herman naprawia teraz włoskie skutery i produkuje wodę mineralną więc głośników pewnie już nie ma do wypożyczenia, ale ja mogę jakieś inne załatwić gdyby parę stówek miało mi znowu wpaść do kieszeni, a może nawet za darmo bym coś ogarnął z sentymentu do sztuki i darmowego podjadania na salonach. Z tego co słyszałem to jest już jakiś wstępny pomysł na tą ścianę, ale o to najlepiej zapytać się w cieszyńskim ratuszu.
poniedziałek, 1 kwietnia 2019
BASEN NA UŚ-U W CIESZYNIE MA 27 LAT
To był piękny dzień, 1 kwietnia 1992, niestety mało osób przyszło tego dnia skorzystać z basenu bo większość Cieszyniaków pomyślała, że to żart na prima aprilis. Basen był bowiem budowany już wiele lat i mimo iż hala sportowa w budynku bardziej oddalonym od głównych pawilonów uczelni oddana była do użytku już w 1988 roku, to basen ciągle stwarzał jakieś problemy i budowa się przeciągała. Jak się jednak okazało, nie był to dowcip i od tego dnia przez okrągłe 27 lat basen służy studentom oraz wielu innym odwiedzającym go ludziom z zewnątrz.
Przez te wszystkie lata basen nie przechodził większych modernizacji i panujące w tym obiekcie warunki zostały już jakiś czas temu wyprzedzone przez współcześnie oczekiwane standardy, ale z tego co mówią jaskółki to duży remont zbliża się wielkimi krokami. Nie jest to niestety łatwa rzecz bo jest to dość droga inwestycja, finansowana do tego z kilku źródeł więc pogodzenie wszystkich wymagań formalnych jest nie lada wyzwaniem.
Wbrew modnemu ostatnio powiedzeniu "kiedyś to było" zachwalającemu stare, dobre czasy, udało mi się dotrzeć dzisiaj do planów konstrukcyjnych budynku, na których znalazłem datę projektu... czerwiec 1976 roku. Wychodzi więc na to, że budowa od ukończenia projektu do dnia otwarcie trwała 16 lat, a kto te czasy pamięta, ten się temu nie powinien dziwić. Ciężko było wtedy bowiem o wszystko, samo posiadanie budżetu na inwestycję nie gwarantowało jej zrealizowania, trzeba było jeszcze mieć kontakty żeby zdobyć materiały budowlane, sprzęt, odpowiednio wyszkolone brygady pracowników i przejść wszelkie procedury prawne i biurokratyczne.
W świetle tych dat oczekiwany od dawna remont pewnie i tak przebiegnie nieporównywalnie szybko, a póki basen działa w starej oprawie to korzystajmy z niego bo niewiele miast wielkości Cieszyna ma tak duży kryty basen, w którym można popływać za 8zł, a zapewne po remoncie, tutaj cena też będzie dwa razy wyższa.
Dla mnie ten basen zawsze będzie miejscem sentymentalnym bo mój dziadek pracował na UŚ-u jak go budowali, później chodząc do LOTE miałem tu zajęcia z WF-u i co roku zawody szkolne, dziesięć lat po maturze robiłem tu uprawnienia ratownika WOPR, a kolejne dziesięć lat później poszedłem na studia dzienne na UŚ i znowu raz w tygodniu mam tu WF. Mam więc nadzieję, że za następne 30 lat nadal będę mógł korzystać z tego obiektu, do którego mam z domu zaledwie 10 minut piechotą idąc przemiłą okolicą i mijając ogród gdzie czasami biega mój ulubiony pies.
POST SCRIPTUM
Po ukazaniu się tego tekstu dostałem prywatną wiadomość z kręgów bliskich basenowi z wyjaśnieniem jak wygląda sprawa remontu. Otóż całkowity koszt inwestycji przewidziany jest na 12 milionów złotych, a źródła finansowania rozkładają się tak: 3,5mln z ministerstwa, 0,5mln ze starostwa, 1mln z miasta i pozostałe 7mln uczelnia musi dołożyć ze środków własnych. Nie wiadomo więc czy się to uda. Biorąc jednak pod uwagę, że zajęcia uczelniane wypełniają jedynie 20% harmonogramu basenu, a godzin ogólnodostępnych jest dwukrotnie więcej, to widzimy, że obiekt używany jest głównie przez mieszkańców Cieszyna nie będących studentami UŚ. Pozostałe 40% czasu to godziny zarezerwowane przez komercyjne podmioty wynajmujące basen, głównie cieszyńskie licea oraz szkółki pływania i inne firmy organizujące zajęcia z rekreacji w wodzie. Pieniądze z tych godzin to nie jest żaden dodatkowy zarobek dla uczelni, ale wpływ do kasy konieczny do pokrycia kosztów bardzo drogiego w utrzymaniu obiektu jakim jest basen, podobnie zresztą jak większość basenów na świecie. Co więcej uczestnicy tych komercyjnych zajęć to też w znacznej większości nie są studenci, a mieszkańcy miasta. Może więc w świetle tych faktów władze Cieszyna wygospodarowałyby jeszcze coś więcej niż ten skromny milion albo pomogły w pozyskaniu jakiejś dotacji unijnej. Czasy się zmieniają, kiedyś o wszystko było ciężko, dzisiaj wszystko jest dostępne na wyciągnięcie ręki, ale najpierw trzeba mieć z czego za to zapłacić.
niedziela, 17 marca 2019
CIESZYNIAK NAJLEPSZYM BARISTĄ IRLANDII - ROZMOWA Z WOJCIECHEM TYSLEREM
Wojtka znam jakieś dwadzieścia lat i trzymając się z nim przez większość tego czasu w jednej paczce znajomych, miałem okazję obserwować różne jego fascynacje, jazdę na rolkach, deskorolce, rowerze BMX, gry komputerowe, zbieranie nietypowych modeli telefonów i długo by można jeszcze wymieniać mniej lub bardziej ambitne oraz mniej lub bardziej abstrakcyjne pomysły na uatrakcyjnienie sobie życia. Wszystkie te rzeczy miały jednak jeden wspólny mianownik, jeśli Wojtek coś robił, to robił to tak, żeby wyciągnąć z tego maksimum możliwości, niczego nie robił na pół gwizdka, wszystkiemu się oddawał bez reszty. Nie było więc wielką niespodzianką, że jak zaczął się zawodowo zajmować kawą, to stał się wręcz fanatykiem wszystkiego, co z tym czarnym napojem związane, a taki fanatyzm, jak wiadomo, prowadzi prostą drogą na podia prestiżowych konkursów i tak właśnie po latach starań Wojtek mieszkający już od kilkunastu lat w Dublinie, zdobył tytuł najlepszego baristy na zielonej wyspie, a niebawem będzie brał udział w mistrzostwach świata w tej profesji, które odbędą się w Bostonie w stanie Massachusetts w USA.
W związku z tym sukcesem spróbowałem namówić go do podzielenia się swoimi wrażeniami i emocjami związanymi z konkursem i całą tą baristyczną karierą, co zaowocowało w bardzo sympatyczną rozmowę, która tym razem może nie odbyła się na placu zabaw obok internatu na osiedlu Liburnia ani też na ławce nad Liffey river przy uroczej parce żuli, ale na elektronicznych łączach gdzie w XXI wieku bywa równie wesoło i miło.
BC43400 - Na czym polega taki konkurs, jak się do niego przygotowywałeś i czego obawiałeś się u swoich rywali?
Wojciech Tysler - Na prezentację zawodnicy maja 15 minut i ani sekundy dłużej (każda sekunda to jeden punk karny), w tym czasie trzeba zaprezentować swoja kawę, opowiedzieć o niej jak najwięcej , jakie smaki z niej uzyskamy, skąd pochodzi i jak była palona, no i ogólnie dlaczego ją akurat wybrałeś. Trzeba podać cztery espresso, cztery drinki mleczne i cztery signature drinks (nie można używać alkoholu). Przez cały czas zawodnik jest oceniany przez siedmioro sędziów (czterech sensorycznych ,dwóch technicznych i jeden główny).
Przygotowania trwały jakieś 3-4 miesiące przed zawodami. Na początku trzeba wybrać kawę i to chyba jest najtrudniejsze, w tym roku na pierwszy stół położyliśmy ponad 20 kaw i trzeba było wybrać tą jedną wyjątkową. Druga sprawa to trzeba wymyślić koncept całej prezentacji, stworzyć signature drink (swój własny autorski napój oparty na kawie - red.) i poskładać to wszystko w całość, jednym słowem ciężka praca.
Czy obawiałem się rywali? Do finału przechodzi sześciu zawodników wiec każdy z nich prezentuje wysoki poziom, jednym z finalistów był ubiegłoroczny champion Irlandii.
BC43400 - No i jakie wrażenia po zdobyciu pierwszej
nagrody? Zapewne jest zarówno radość, ale też stres przed mistrzostwami świata.
Jak reagują ludzie z Twojego otoczenia prywatnego i zawodowego, pomagają się
cieszyć czy nakręcają ten stres?
Wojciech Tysler - Ogromna radość, czekałem na to pięć lat, mam na koncie dwukrotne trzecie miejsce, drugie i czwarte, po pięciu latach w końcu Champion! Przygotowania do mistrzostw świata trwają pełną parą, a czasu zostało niewiele więc stres towarzyszy mi praktycznie 24/h. Dostaję niesamowicie ogromny support od ludzi z pracy, rodziny i znajomych, raczej nikt nie nakręca stresu, a wręcz przeciwnie.
BC43400 - Skąd wziął się u Ciebie pomysł na taką karierę,
to było spontaniczne czy powoli umacniałeś się w przekonaniu, że praca z kawą
jest Twoją pasją?
Wojciech Tysler - Zaczęło się niewinnie, pracowałem przy robieniu kanapek, a na maszynę do kawy wskakiwałem z doskoku, jak nie było ruchu, cel miałem jeden - nauczyć się latte art, ale nim się obejrzałem byłem już head baristą w restauracji, gdzie spędziłem aż dziewięć lat za maszyną. Wtedy już wiedziałem, że kawa to moja pasja.
BC43400 - Masz swoją ulubioną kawę, którą pijesz chętniej
niż wszystkie inne?
Wojciech Tysler - Tak, mam. Bardzo chętnie sięgam po Kenya.
BC43400 - Na czym w codziennym życiu polega Twoja praca i
czy poleciłbyś ją początkującemu bariście?
Wojciech Tysler - Pracuję full time jako Barista trainer, codziennie szkolę nowych Padawanów, jak stać się rycerzami Jedi w świecie kawy. Czy poleciłbym początkującemu bariście? No raczej nie początkującemu, praca trenera to najlepszy zawód na świecie, ale najpierw trzeba zdobyć wiedzę i doświadczenie, aby moc ją później przekazać.
BC43400 - Jakie grzechy są najczęściej popełniane w
kawiarniach, które są Twoim zdaniem bezczeszczeniem dobrego podawania kawy?
Wojciech Tysler - Czas parzenia kawy (extraction time), czystość maszyn, przepalanie mleka , tyczy się to może nie tyle speciality coffee shops, co kawiarni, restauracji i hoteli.
BC43400 - Espresso, cappuccino, cafe latte, americano czy
co? Jaka forma kawy pozwala najlepiej doznać jej walorów, a jaką formę lepiej
pomijać?
Wojciech Tysler - Oczywiście espresso ,tutaj możemy poczuć prawdziwy smak i aromat danej kawy. Unikać powinniśmy dodawania cukru ,który zabija jej prawdziwy smak.
BC43400 - Czy poza zdobywaniem nagród, jest jeszcze coś, co
chciałbyś w tej branży osiągnąć, czegoś się jeszcze więcej nauczyć?
Wojciech Tysler - Tak ,rozwijam się codziennie i cały czas się czegoś uczę. Świat kawy jest naprawdę ogromny, a ja chce nim żyć. Jeszcze w tym roku chciałbym ukończyć coffee diploma, ale Boston to aktualnie pierwszy plan.
BC43400 - Jeśli chciałbym Cię naśladować i szkolić się w
tym kierunku to na czym powinienem się skupiać?
Wojciech Tysler - Wyjedź z Cieszyna! Haha! Przede wszystkim kawa musi być Twoją pasją, to nie tylko praca, to jest styl życia!!! Ciężka praca i konsekwentne dążenie do zamierzonych celów.
BC43400 - Jak często bywasz w Cieszynie? Planujesz
odwiedziny w najbliższym czasie? Gdzie pójdziesz na kawę jak przyjedziesz?
Dałbyś się namówić na jakiś publiczny performance, gdzie pokazałbyś, jak robią to
najlepsi?
Wojciech Tysler - W Cieszynie bywam raz w roku, najbliższe odwiedziny planujemy na okres wakacji. Gdzie pójdę na kawę?, Hm, a co polecasz? Zaproponuj jakieś miejsce, a nie omieszkam odwiedzić. Przeważnie wizyty w Cieszynie wiążą się z bardzo napiętym grafikiem ,odwiedziny rodziny, znajomych , ale nie mówię nie , jeśli znajdę czas, to chętnie podzielę się moją wiedzą i pasją.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































