środa, 1 kwietnia 2020

POWSTAJE PIOSENKA "STÝSKÁ SE MI PO TOBĚ ČECHU I JA ZA TOBĄ POLAKU"



  Świat mierzy się dziś z epidemią o skali tak wielkiej, jak jeszcze nigdy nie miało to miejsca. Jedni walczą o życie, inni odcięci od codziennych obowiązków borykają się ze zdobyciem funduszy na jedzenie, jeszcze inni zmuszeni są weryfikować swoje plany na przyszłość. Jeden mikroskopijny twór, a miliony dramatów. W naszym regionie wcale tych dramatów nie jest mniej, a wręcz przeciwnie, jest u nas jeszcze jeden aspekt, który zrozumieją tylko Ci, którzy mieszkają w regionach o podobnej specyfice.

   Księstwo Cieszyńskie istniało oficjalnie ponad 600 lat i przez cały ten czas dominowało kulturowo nad regionami sąsiednimi. Później nastąpił XX wiek i podzielono nas pomiędzy dwa nowe państwa, a jakby tego było mało, to musieliśmy jeszcze przejść przez 6 lat nazistowskiego terroru i prawie pół wieku pozornego porządku pod rozkazami Moskwy.


   Od 30 lat budujemy jednak swoje podwórko od nowa, a przecinającą nas granicę chcemy zmienić tak żeby łączyła nas zamiast dzielić. Najpierw było wprowadzenie małego ruchu granicznego, później wejście do UE, a w 2007 roku do strefy Shengen. Równolegle rozwijał się u nas festiwal teatralny "Bez Granic", festiwal filmowy "Kino Na Granicy" i wiele innych inicjatyw kulturalnych i artystycznych, które nadawały naszemu miastu i regionowi rytm jednego organizmu. Nauczyliśmy się robić zakupy po drugiej stronie granicy, posyłać tam dzieci do przedszkola czy do szkoły, znajdować tam sobie pracę, mieszkania, partnerów na resztę życia i przyjaciół do codziennych rozrywek.

   Teraz przez głupią chorobę z odległej części świata wszystko wywróciło się do góry nogami. Na granicy stoją znowu  posterunki uzbrojonych mundurowych i nie pozwalają nam swobodnie się przemieszczać. Podzielone zostały rodziny i grupy przyjaciół, tysiące ludzi straciło możliwość dojazdu do pracy, dziesiątki tysięcy ludzi musiało zmienić swoje przyzwyczajenia konsumenckie, pójście na spacer łączący wzgórze zamkowe i park Sikory stało się z dnia na dzień nielegalne.


   Oczywiście wszyscy staramy się wierzyć w to, że to wszystko jest dla naszego dobra, ale ten fakt wcale nie zmniejsza naszego cierpienia. Żeby jednak podnieść na duchu siebie i innych, powstają spontanicznie różne inicjatywy artystyczne, które mają na celu przypominać, że jesteśmy jedną społecznością. Jedną z tych inicjatyw było wywieszenie po polskiej stronie nad Olzą baneru z napisem "STÝSKÁ SE MI PO TOBĚ ČECHU", który niemal natychmiast spotkał się z odpowiedzią ze strony czeskiej i banerem z treścią "I JA ZA TOBĄ POLAKU". Akcja ta odbiła się szerokim echem w ogólnokrajowych mediach zarówno w Polsce jak i w Czechach, a jak się dzisiaj dowiedzieliśmy, podchwycili ją także pochodzący z naszych stron, znani artyści.


   W najbliższym czasie ma bowiem ukazać się piosenka nosząca tytuł złożony z tekstów napisanych na nadolziańskich banerach, a wykonać ją mają znani od Warszawy po Pragę nasi krajanie. Pierwszą zwrotkę w języku czeskim zaśpiewa Halina Mlynkova, drugą zwrotkę zaśpiewa po polsku Jaromír Nohavica, a trzecią w cieszyńskiej gwarze wykona Ewa Farna. Muzykę do utworu podjął się stworzyć Lešek Wronka, a słowa ma napisać Renata Putzlacher. Treść utworu będzie mówiła o dziedzictwie Śląska Cieszyńskiego i wrtościach kierujących żyjącymi tu ludźmi. O tym, że chcemy być sobie braćmi bez względu na przeciwności losu, a odwiedzający nas goście będą tu zawsze mogli uczyć się tolerancji i miłości.


   Klip będący zlepkiem studyjnych nagrań wszystkich wykonawców, będzie miał za zadanie umilić nam trudny czas walki z epidemią, a kiedy już uda nam się pokonać zagrożenie, powstanie drugi klip, w którym wezmą udział hokeiści HC Oceláři Třinec, Adam Małysz, Piotr Żyła i inne gwiazdy pochodzące z naszych stron. Wszelki dochód z piosenki będzie przekazany na dzieci z obu stron Olzy, aby zrekompensować im czas strachu i niepewności, który muszą przeżywać, kiedy korona wirus destabilizuje nasze życie.


ERRATA: Artykuł o piosence "STÝSKÁ SE MI PO TOBĚ ČECHU I JA ZA TOBĄ POLAKU" był żartem, który postanowiłem zrobić na Prima Aprilis. Mam nadzieję, że wybaczą mi to wszyscy, którzy dali się nabrać, a także osoby wymienione w tekście bez ich wiedzy. Decyzja o napisaniu tego żartu nie była łatwa bo wszyscy przeżywamy teraz trudne chwile i mierzymy się z problemem, który należy traktować poważnie. Uznałem jednak, że w taki dzień jak 1 kwietnia można sobie pozwolić na drobny wygłup dla poprawy humoru.

Wasza reakcja była niesamowita, tekst w obu językach przeczytało w ciągu jednego dnia ponad 20 tysięcy ludzi, a komentarze pod nim były prawie wszystkie pozytywne. Nie odezwał się natomiast do mnie nikt z wymienionych artystów, a jestem pewien, że to do nich trafiło i przeczytali. Mam teraz z tyłu głowy cichą nadzieję, że mój tekst ich zainspirował i już są ze sobą w kontakcie żeby rzeczywiście taką piosenkę napisać. Jeśli się tak jednak nie stanie, to nie można mieć im tego za złe, każdy z nich ma pewnie ściśle określone swoje plany muzyczne, które w obecnej sytuacji musi weryfikować tak żeby sprostać wielu zobowiązaniom wobec swoich współpracowników.

Nie zmienia to jednak faktu, że temat jest aktualny i jeśli nie Ewa, Jarek i Halina, to może znajdą się inni artyści, którzy stworzą utwory muzyczne, wiersze, obrazy, rzeźby, murale i wszelkie inne dzieła, jakie będą nam mogły przypominać o tym, że po dwóch stronach Olzy nie żyją obcy sobie ludzie, ale jedna społeczność ze wspólnymi tradycjami pamiętającymi lata świetności Księstwa Cieszyńskiego.

Wyniki wyszukiwania

Wyniki wyszukiwania w sieci

Wyniki wyszukiwania

Wyniki wyszukiwania w sieciHC Oceláři Třinec

Wyniki wyszukiwania

Wyniki wyszukiwania w sieHC Oceláři Třinec

sobota, 18 stycznia 2020

PSY III - W IMIĘ ZASAD


Żaliłem się dzisiaj koledze, że prace semestralne pisze mi się stosunkowo łatwo, ale najgorzej jest usiąść i zacząć. On mi powiedział na to, że jest to zrozumiałe, bo pisząc tekst na bloga, spodziewam się tysięcy wyświetleń, wielu lajków i komentarzy, a oddając pracę profesorowi wiem, że tylko on ją przeczyta. Postanowiłem więc to połączyć i pisząc na Antropologię Filmu recenzję nowego filmu Pasikowskiego, który od wczoraj leci w kinie piast, uznałem, że zamieszczę ją też tutaj. A co to ma wspólnego ze Śląskiem Cieszyńskim? Raczej nic, ale sponsorem filmu była firma Mokate z Ustronia, więc jakiś akcent jednak jest.

SPOKOJNIE!!!!! TEKST NIE ZDRADZA TERŚCI FABUŁY FILMU


Psy III – W Imię Zasad

   Może jestem już trochę stary i zgryźliwy, a może po prostu przez prawie 130 lat historii kina, wszystkie najlepsze do nakręcenia filmy zostały już nakręcone. Tak czy inaczej już dobrze ponad dekadę, żaden film nie zrobił na mnie takiego wrażenia żeby przysłowiowo „wyrwać z butów”, a od kilku lat chyba nawet nie oczekuję spektakularnych emocji idąc do kina na kolejną produkcję, nawet jeśli jest tam rola któregoś z moich ulubionych aktorów, czy też kiedy ktoś z moich faworytów jest odpowiedzialny za reżyserię bądź scenariusz. Quentin Tarantino trochę burzy ten mój pesymizm, ale nie zaskakuje mnie czymś nowatorskim, a raczej umiejętnie bawi się własną konwencją łącząc ją z innymi, dokładnie już zdefiniowanymi gatunkami kina. Przymierzając się do napisania tej pracy myślałem więc o jego twórczości jako temacie, ale po wczorajszym obejrzeniu trzeciej części sztandarowego dzieła Władysława Pasikowskiego, Psy, zmieniłem zdanie i postanowiłem zmierzyć się z tym właśnie filmem. Nie znaczy to jednak, że nie pojawi się tu nazwisko wielkiego QT (tak nazwał go Spike Lee w epizodycznej roli w filmie Dziewczyna numer 6).

   Kręcenie sequeli bestselerowych filmów nie należy do łatwych wyzwań dla reżysera, bo oddanie klimatu, który niegdyś urzekł widzów i krytyków, tworząc nową opowieść nawiązującą do poprzedniej, to byłoby można rzec, coś wręcz niemożliwego. Dyskutują na ten temat bohaterowie komedii Kevina Smitha Sprzedawcy, dochodząc do wniosku, że jedynie Imperium Kontratakuje przebiło jakością pierwszą nakręconą część Gwiezdnych Wojen, podkreślając jednocześnie, że nie był to sequel tylko część trylogii. Broniąc więc Psów, można zatem zaryzykować tezę, że również ta produkcja jest od 2020 roku trylogią, której trzecia część zamyka ostatecznie losy bohaterów, a widzowi nie pozostawia żadnych niedopowiedzeń, nierozwiązanych wątków, czy innej, potocznie nazywanej „otwartej furtki” do nakręcenia części kolejnej. Podobnie było z filmem Ojciec Chrzestny Francisa Forda Coppoli, część trzecia ukazała się prawie dwie dekady po dwóch pierwszych, kiedy ich fani byli już na innym etapie życia, a ostatni epizod mógł urzec ich nie tylko utrzymanym poziomem produkcji, ale też właśnie specyfiką adekwatną do wieku, w jakim przyszło im ten film zobaczyć.

   Żeby omówić fabułę filmu wypada najpierw wspomnieć o poprzednich częściach, a w szczególności o pierwszej. Był to bowiem drugi autorski film Pasikowskiego, który podobnie jak wcześniejszy Kroll zyskał zarówno uznanie krytyków, jak podziw publiczności tak wielki, że szybko zaczęto nazywać go filmem kultowym. Było tak zapewne dlatego, że były to pierwsze filmy realizowane w Polsce po przemianach politycznych z 1989 roku, które w pełni wykorzystywały fakt braku instytucjonalnej cenzury, co było wtedy w Polsce nowością, poruszały trudne tematy około polityczne, o których powszechnie mówiono, ale media głównego nurtu raczej je pomijały. Dodatkowym atutem była też świeżość stylistyki reżyserskiej, która wprowadzała elementy pożądanego wówczas w Polsce, amerykańskiego kina akcji, a jednocześnie trzymała się fachowych kryteriów, wyuczonych w łódzkiej szkole filmowej, będącej wyznacznikiem profesjonalnego warsztatu. Film opowiada o perypetiach byłego oficera PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa, którego losy w tej instytucji poznajemy w pierwszej scenie, w której przechodzi on proces weryfikacyjny aby móc służyć w Policji nowego państwa, jakim jest demokratyczna Rzeczpospolita Polska. Franciszek Maurer jest mężczyzną pewnym siebie, zuchwałym, nie wyraża swoim zachowaniem szacunku do konwenansów, manifestuje swój hedonistyczny styl życia, dużo przeklina, ma słabość do kobiet i do luksusu, nie ma oporów w nadużywaniu przywilejów jakie daje mu praca w służbach mundurowych. Postawa ta prowadzi go jednak do pasma porażek, przez które traci pracę i uwikłany w siatkę powiązań, zasila struktury świata przestępczego.

   Mamy więc tu do czynienia z postacią tragiczną, która przyzwyczajona do wykorzystywania we własnym interesie niesprawiedliwości społecznej, nagle staje się ofiarą tej niesprawiedliwości, traci dochody, piękny dom, luksusowy samochód i powodzenie u kobiet. Z pozycji funkcjonariusza służb tworzących swoiste ”państwo w państwie” i stojących niemal ponad prawem, nagle musi nauczyć się żyć poza prawem i w brutalny sposób walczyć o interesy własne oraz swoich zwierzchników. W bohaterze zachodzi w tych warunkach wewnętrzna przemiana, odzywa się sumienie i tęsknota za wartościami, które powinny kształtować byt. Będąc w sytuacji beznadziejnej, staje się on renegatem i w drodze bez realnego końca, ku normalnemu życiu, podejmuje się samodzielnej walki z tymi, których wini za realia, w jakich przyszło mu żyć. Walka ta trwa od połowy pierwszej części do końca części drugiej, gdzie przed zabiciem szefa rosyjskiej mafii wypowiada słowa „ …bo nie podobają mi się newsy w telewizji i czasami myślę, że to Twoja wina. […] Nie sięgaj po broń, to ma być egzekucja, nie chcę strzelać w samoobronie.” Na koniec dowiadujemy się, że Franz bezpiecznie opuścił Polskę i ułożył sobie życie w Nowej Zelandii, gdzie żył jego brat.

   Część trzecia zaczyna się od sceny w więziennej celi. Franz Maurer kończy odsiadywać wyrok 25 lat pozbawienia wolności, wspomina z utęsknieniem Nową Zelandię, a jego mało lotny współwięzień prowokuje rozmowę na płytkie tematy, co jest bezpośrednim nawiązaniem do analogicznej sceny na początku drugiej części filmu, która do dziś jest pamiętana przez wiele osób co do słowa, dzięki monologowi jaki wygłasza tam Sławomir Sulej. Zaraz potem Franz opuszcza więzienne mury i natychmiast odzywają się do niego demony z przeszłości, przez co już wie, że zamiast ułożyć sobie życie od początku, będzie musiał znów brać udział w brutalnych porachunkach. Odnajduje najbliższych znajomych z dawnych lat, poznaje jak bardzo świat się przez te lata zmienił, uczy się współczesnych realiów życia i szybko uświadamia sobie, że jedno się nie zmieniło, świat przestępczy i świat policji to przenikające się sfery, w których bezwzględność i przemoc dyktują hierarchię społeczną, a zwykły człowiek wnikając w to, dojdzie do wniosku, że państwo prawa to fikcja. W fabule filmu pojawia się również nowa postać, jest to policjant z doświadczeniem, ale mimo wszystko dużo młodszy człowiek niż główni bohaterowie, który podobnie jak Franz i Waldek przed laty, poznaje meandry gorzkich realiów środowiska przestępczego i mundurowego. Wplątuje się on też w wątek miłosny i również przekonuje się, że relacjami damsko męskimi nie zawsze kierują uczucia, ale też często interesowność i wyrachowanie. Warto to zauważyć, że jego partnerka jest młodą dziewczyną charakteryzującą się tym samym typem urody co bohaterki pierwszej i drugiej części filmu.

   Dalsza treść jest przewidywalna, jak zwykle w kinie akcji mamy tu strzelaniny, pościgi, krew, śledztwo i niespodziewane zwroty akcji. Wszystko jest jednak umiejętnie przeplatane słowami, wyrażeniami czy humorem sytuacyjnym, nawiązującym do dwóch pierwszych filmów. Nie jest to jednak w żaden sposób irytujące czy kiczowate. Może jedynym irracjonalnym gagiem jest sposób szybkiego włamywania się do samochodów przez głównego bohatera, co fani filmu też powiążą z podobną sceną z części drugiej, gdzie zrobił to przy pomocy piłeczki tenisowej. Tutaj używa do tego równie absurdalnych rekwizytów.

   Nie chcę zdradzać końca fabuły, ale powiem tylko, że grany przez Bogusława Lindę (nikt w Polsce tak pięknie nie przeklina jak on) Franz Maurer ratuje swój honor i godność. Wychodząc z seansu możemy mieć więc poczucie dopełnienia się trudnej i gorzkiej opowieści o tym, że świat nie jest sprawiedliwy, najbliżsi nam ludzie mogą nas zdradzić w każdym momencie, irytujący  i denerwujący nas ludzie mogą okazać się najbardziej zaufanymi przyjaciółmi, a polityka i system prawny to farsa, w której musimy się odnaleźć niezależnie od tego czy żyjemy w PRL, w zmieniającym się systemie czy też w rzekomo stabilnym państwie po 30 latach demokratycznych rządów.

   Gdzie jednak jest tutaj obiecany Quentin Tarantino? Nie jestem pewien czy tam jest, ale dialogi jadących samochodem zakrwawionych rannych facetów od razu przypomniały mi jego pierwszy film Wściekłe Psy, który ukazał się w tym samym 1992 roku, co pierwsza część Psów Pasikowskiego, a pracownicy wszechobecnych wtedy wypożyczalni kaset video, często mylili te dwie pozycje na półkach. Może też scena kulminacyjna i strzelanina w opuszczonej fabryce (pierwsza i druga część też się takimi scenami kończą) jest trochę inspirowana kinem Tarantino, gdzie przesadnie nagromadzona broń, tysiące strzałów jakby na oślep, krew tryskająca z rozrywanych części ciała oraz nierówny rozkład sił walczących stron, tworzą specyficzną mieszankę kalkującą kino niższej klasy lat 80-tych. No i tak jak Tarantino uwielbia stosować nawiązania do klasyki kina, tak u Pasikowskiego można dopatrzyć się różnych odniesień. Wanna stojąca na środku pokoju przypomina scenę z filmu Sara tego samego reżysera, również z Bogusławem Lindą w roli głównej, a pewnie po kilkukrotnym obejrzeniu tego filmu będzie się można dopatrzyć większej ilości takich smaczków. Moją uwagę zwrócił jednak jeszcze jeden motyw, mianowicie w każdej części Psów pojawia się scena, którą można odnieść do filmu Krzysztofa Kieślowskiego Dekalog V – Krótki Film o Zabijaniu. W części pierwszej Franz Maurer mówi „Czasy się zmieniają, ale pan zawsze siedzi w komisjach” do szefa komisji weryfikacyjnej, granego przez Zbigniewa Zapasiewicza, który w filmie Kieślowskiego grał szefa komisji nadającej uprawnienia adwokackie jednemu z głównych bohaterów. W drugiej części początkowa scena w więziennej celi kończy się siłowym wyprowadzeniem współwięźnia Franza przez kilku funkcjonariuszy w dokładnie taki sam sposób, jak w Dekalogu prowadzono granego przez Mirosława Bakę skazańca do celi śmierci. W trzeciej części możemy zaś zobaczyć samego Mirosława Bakę, który podobnie jak u Kieślowskiego w więzieniu, tym razem na komendzie policji, musi przejść przez korytarz poprzedzielany zakratowanymi drzwiami, aby dostać się do małego pomieszczenia. Gra on tu jednak nie skazańca, tylko komendanta policji idącego do swojego biura. Może jest to zbyt daleko idące przypuszczenie, ale biorąc pod uwagę fakt, że Kieślowski wspominał Pasikowskiego jako przyszłość polskiego kina w jednym z ostatnich wywiadów jakich udzielił przed śmiercią (program 100 pytań do… -TVP 1994), to byłby to piękny dyskretny ukłon w stronę mistrza, którym fascynował się u progu swej kariery.

   Nie wiem czy film Psy 3 powtórzy sukces części poprzednich, ale niewątpliwie jest to produkcja którą warto powtórzyć, chociażby dla muzyki Michała Lorenca, która przenosi nas na chwilę do kina z czasów, kiedy ścieżki dźwiękowe to nie były zbiory chwytliwych rockowych czy hiphopowych utworów znanych wykonawców, ale starannie dopasowane kompozycje instrumentalne, nadające seansowi dodatkowy bodziec, który stymuluje widza. Pierwsze części Psów były jednymi z ostatnich takich filmów polskiego kina głównego nurtu. 


czwartek, 2 stycznia 2020

LISTA POSTĘPU I CZARNA LISTA WSTYDU


Pewnie część z was wie już o tym, że od prawie pół roku posiadam pieska, a konkretnie suczkę o imieniu Kawa. Jest to urocza towarzyszka życia, która tak jak ja, bardzo lubi przesiadywać całymi dniami w kawiarniach i restauracjach, a wieczorami w gospodach. Oczywiście nie samą zabawą człowiek żyje więc pomiędzy bywaniem tu i tam, Kawa również chodzi ze mną załatwiać ważne sprawy w różnych instytucjach.
Nie zdawałem sobie jednak sprawy, że na naszym terenie istnieją jeszcze miejsca gdzie czworonożni goście są dyskryminowani. Byłem pewien, że ten etap rozwoju ma już nasze społeczeństwo za sobą i nie mamy się czego wstydzić przed bardziej postępowymi częściami Europy czy świata. Niestety myliłem się i ku mojemu zaskoczeniu zdarzają się jeszcze lokale gastronomiczne, sklepy i instytucje publiczne, gdzie personel zwraca mi uwagę i informuje, że nie życzą tam sobie aby odwiedzać ich w towarzystwie Kawy czy innych psich przyjaciół. Znam też miejsca gdzie niby wejść możemy razem, ale jak Kawa chce wejść na krzesło czy kanapę to już jest problem. Są nawet miejsca, gdzie na drzwiach wisi wstydliwa dla właścicieli naklejka z przekreślonym pieskiem.
Ja oczywiście nic sobie z tego nie robię i wchodzę z Kawą wszędzie, a jak mi zwracają uwagę to mówię, że to źle o nich świadczy, oburzam się i wychodzę obrażony. Czasami niektórzy wymawiają się przepisami sanepidu, wtedy sugeruję, że powinni napisać do sanepidu pismo z żądaniem zmiany przepisów. Jak sanepid dostanie milion takich pism to przepisy w końcu zmienią, w jedności siła.
Tak czy inaczej problem ciągle jest w mentalności części społeczeństwa i trzeba zrobić coś żeby ten problem wykorzenić. Parę dni temu przyszedł mi do głowy jeden pomysł po tym, jak zobaczyłem zdjęcie, które umieścił zaprzyjaźniony z BC43400 Pavel Trojan, który spędzał okres świąteczny w Wojwodinie, w Serbii. Sam odwiedzając te tereny kilka miesięcy temu zauważyłem, że traktowanie zwierząt domowych jest tam jeszcze dalekie od naszych standardów, Pavel podziela moją opinię, dlatego tym bardziej zaskoczyła go księgarnia w Nowym Sadzie, na której drzwiach wisiała naklejka informująca, że jest to miejsce przyjazne naszym pupilom.


Jeśli więc da się tam, to da się i u nas. Postaram się więc w najbliższym czasie przygotować listę takich miejsc, w których jesteśmy mile widziani ze swoimi czworonożnymi przyjaciółmi i obdarować te miejsca podobną naklejką do wywieszenia, a także przygotowaną w kilku językach informacją dla gości, na co należy zwracać uwagę w miejscach publicznych jeśli jest się w towarzystwie zwierzątka, tak aby nie sprawiało ono większego kłopotu innym gościom.
Pomyślałem też o tym aby równolegle stworzyć zestawienie pod nazwą CZARNA LISTA WSTYDU, w którym wymienione będą wszystkie miejsca w naszej okolicy, gdzie nie jesteśmy mile widziani razem, a osoby decyzyjne najchętniej widziałyby naszego pieska uwiązanego do słupa na zewnątrz. Jeśli macie więc pozytywne bądź negatywne doświadczenia w tej kwestii, to śmiało piszcie je w komentarzach pod tym postem lub wysyłajcie w wiadomościach prywatnych. Podawajcie miejscowość, nazwę i ewentualnie adres lokalu, sklepu, banku, urzędu czy innego miejsca, które chcielibyście pochwalić za przyjazne podejście do zwierzaków, lub skarcić za niechęć do naszych ukochanych.



P.S. Moja Kawa pojawiła się na wrześniowej stronie kalendarza na rok 2020 fundacji "Lepszy Świat", która pomogła w uratowaniu jej życia kiedy błąkała się jako bezpański szczeniaczek. Kalendarze da się kupić za pośrednictwem ich strony http://www.fundacjalepszyswiat.pl/kalendarze-fundacji-na-2020-rok-juz-dostepne!.html

wtorek, 31 grudnia 2019

NIEWINNE KŁAMSTEWKA NA DACHU SZPITALA


Większość ludzi sprząta mieszkania przed świętami, a ja sprzątam w ich trakcie. Jest więcej czasu na to żeby przesortować wszystkie zalegające sterty papierów i ocenić co nadaje się do spalenia na wysypisku pod osłoną nocy (takie tam szpargały), a co może być jeszcze przydatne.

Tym razem z ciekawych rzeczy wpadł mi w ręce biuletyn szpitala śląskiego z grudnia 2016, w którym zaraz na początku szpital chwali się rozpoczętą budową lądowiska dla helikopterów, która ma kosztować 5 milionów złotych i będzie zrealizowana do końca 2017 roku. Swoje westchnienia dumy i radości, uzewnętrzniają w opublikowanym tekście, dyrektor szpitala Czesław Płygawko, oraz ówczesny starosta, Janusz Król.


Jeśli śledzimy na bieżąco lokalne serwisy informacyjne, to musieliśmy się natknąć w ostatnim miesiącu na jakiś tekst relacjonujący uroczystość otwarcia tego obiektu, która odbyła się nie w roku 2017 tylko dwa lata później, 10 grudnia 2019 roku. Zaproszone były bowiem chyba wszystkie okoliczne media oprócz mnie, były także obecne media ogólnopolskie.

Jak możemy przeczytać na stronie szpitala "Udało nam się z sukcesem zrealizować tę ważną inwestycję w terminie.[...] - mówi Czesław Płygawko, Dyrektor Szpitala Śląskiego w Cieszynie". Możemy też przeczytać o ostatecznym koszcie inwestycji, który wyniósł 11 167 027,13 zł, a sam koszt budowy lądowiska wyniósł 7,4 mln zł.

Przekroczenie terminu o dwa lata i kosztów o ponad 50% nie przeszkodziło jednak w odstawieniu medialnego show z okazji otwarcia, którego punktem kulminacyjnym było uroczyste przecięcie wstęgi przez obecnego starostę Mieczysława Szczurka i poprzednich starostów zaangażowanych w ten projekt, Janusza Króla i Jerzego Nogowczyka. (wychodzi więc na to, że projekt zaczął być realizowany wcześniej niż było to napisane w posiadanym przeze mnie informatorze).

Dzisiaj jest sylwester, ostatni dzień roku, zwyczajowo więc składamy sobie życzenia na rok następny, a to co już minęło, staramy się wraz ze starym rokiem puścić w niepamięć. Chciałbym więc życzyć panu dyrektorowi szpitala, panu staroście, jego poprzednikom, a także wszystkim innym ważnym osobom wszystkiego najlepszego w nadchodzącym 2020 roku, aby wszystkie inwestycje udawało się realizować w terminie i według zaplanowanego kosztorysu, a jak się zdarzy tak, że się to jednak nie uda (bo przecież to normalne, jesteśmy tylko ludźmi, a przeciwko nam stoi bezwzględna biurokratyczna machina oraz widmo zwyczajnych wypadków losowych), to nie uprawiajmy fałszywej propagandy sukcesu. Otwarcie kolejnego obiektu przeprowadźmy wizją lokalną i podpisaniem stosownych dokumentów, a media poinformujmy odpowiednim mailem już po fakcie. Wiem, że przecięcia wstęgi, wyuczone uśmiechy i kurtuazyjne uściski dłoni są ważne w budowaniu waszych karier urzędniczych i politycznych, ale ograniczcie się do prowadzenia takich działań wtedy, kiedy nie mają one drugiego dna i powikłanej historii.

Mieszkańcom naszego regionu i wszystkim odwiedzającym te strony życzę zaś, żeby nowe lądowisko w każdym momencie było gotowe do przeprowadzenia potrzebnych działań ratowniczych, a najlepiej jednak żeby taka potrzeba nigdy nie zachodziła. Do siego ;)

piątek, 15 listopada 2019

30 LAT PO AKSAMITNEJ REWOLUCJI


 W Republice Czeskiej i na Słowacji w ten weekend obchodzi się 30 rocznicę tzw. Aksamitnej Rewolucji czyli wydarzeń, które w 1989 roku w bezkrwawy sposób pozwoliły ówczesnej Czechosłowacji przejść z socjalistycznej drogi rozwoju i proradzieckiej orientacji, na tor demokracji zachodniej i w stronę tendencji zjednoczeniowej ze światem zachodu. Opinie na temat tych wydarzeń są różne, ale nie ulega wątpliwości, że Czechosłowacja była obok Polski jednym z tych państw, które potrafiły w tamtym czasie uniknąć rozlewu krwi, co samo w sobie powinno być osiągnięciem chwalebnym.


   Śląsk Cieszyński ze swoim górnictwem, przemysłem ciężkim, granicą, mniejszością polską i skomplikowaną historią XX wieku był w tamtym czasie ważnym ośrodkiem w Czechosłowacji jeśli chodzi o liczenie się państwa z panującymi tu nastrojami społecznymi. W związku z tym działacze z naszych terenów również odegrali rolę w zachodzących wtedy przemianach. Nie jest więc też dziwne, że okrągła rocznica tych wydarzeń również tutaj pozwoliła zorganizować wspomnieniowe wydarzenia.


   Centrum tych obchodów to oczywiście Ostrava, gdzie od dzisiaj na rynku (Masarykovo náměstí) liczba ludzi jest tak duża, że rzadko kiedy można zobaczyć tu równie natężony ruch. Przygotowano bowiem ciekawą wystawę zdjęć z czasów komunistycznej Czechosłowacji oraz namiot, w którym odbywają się różnorakie warsztaty, spotkania i prelekcje. Przygotowane wszystko jest bardzo profesjonalnie i daje nam niecodzienną możliwość przypomnienia sobie czasów trudnych przemian.







   Żeby wydarzenie miało jeszcze bardziej autentyczny charakter i odpowiednią atmosferę to młodzież z ostrawskich szkół przywożona jest na rynek autobusami z tamtej epoki, a przy narożnikach placu stoją przypominające tamte czasy samochody pilnowane przez osoby ubrane w mundury funkcjonariuszy ówczesnych służb. Elementy nośne wystawy są natomiast obklejone starymi gazetami i pomalowane w hasła, jakie pod osłoną nocy sympatycy antykomunistycznej opozycji pisali wtedy na murach.





   Jeśli ktoś jest zainteresowany taką lekcją historii na żywo to szczerze polecam wybrać się, akcja będzie się odbywała do poniedziałku (18 XI 2019). Można to też połączyć z nadrobieniem zaległości w ostrawskim życiu kawiarnianym, co sam zrobiłem i nie narzekam.



piątek, 11 października 2019

CELEBRITY DEATHMATCH !!!!!


 Wielu z was pamięta zapewne ten tytuł, pod którym kryło się prezentowane na MTV show, gdzie plastelinowe figurki znanych ludzi walczyły na śmierć i życie na plastelinowym ringu. Niestety w lokalnej wersji zrobienie takiej animacji byłoby zbyt drogie, a co za tym idzie nieopłacalne, nie znaczy to jednak, że nie możemy przy okazji zbliżających się wyborów zrobić symulacji zapowiedzi takiej walki i prezentacji zawodników wraz z przewidywanym wynikiem. Jeśli chodzi o swój światopogląd to raczej nigdy nie ukrywałem, że bliżej mi do nurtów postępowych, żeby więc nikogo nie faworyzować, pozwolę sobie dzisiaj na przygotowanie symulowanego starcia dwojga konserwatywnych kandydatów. Zapraszam więc do zabawy.


   W lewackim narożniku staje AS lokalnej polityki, były burmistrz Cieszyna, wicewójt gminy Istebna, Ryszard Macura. Pana Ryszarda poznałem dawno temu kiedy był jeszcze dyrektorem liceum katolickiego, a ileś lat później miałem przyjemność uczestniczyć w kilku organizowanych przez niego spotkaniach dla młodzieży w Domu Narodowym. Okazywał się on wtedy jako człowiek elokwentny, szanujący zdanie innych, empatyczny i otwarty na współpracę. Dałem mu kredyt zaufania i poparłem go w drugiej turze wyborów w 2014 roku żeby nie dopuścić do drugiej kadencji jego poprzednika. Nie spodziewałem się, że może on tak zawieść swoich wyborców i doprowadzić do własnej klęski w wyborach kolejnych. Nie spodziewałem się też, że za jego kadencji dyrektorką liceum Osuchowskiego zupełnie przypadkiem zostanie jego żona, na co burmistrz oczywiście nie ma żadnego wpływu. Nie zarzucano mu wtedy niegospodarności czy budowania układów, zarzucano mu za to ciche poparcie dla PiS, którego on jako kandydat na burmistrza się wypierał. Nie wstydził się swoich kontaktów z kościołem katolickim i konserwatywnych poglądów, ale pod prawicowym wtedy programem będącego wówczas w opozycji PiS, nie podpisywał się. Dzisiaj PiS jest u władzy i dała się ta partia już dobrze poznać jako twór działający pod płaszczykiem prawicowości przedstawianej w karykaturalnej formie w kwestiach obyczajowych, a w rzeczywistości stosujący w polityce gospodarczej takie krótkowzroczne i populistyczne praktyki, jakie zazwyczaj zarzuca się nieudolnym i koniunkturalnym partiom reklamującym się jako lewicowe. Taki stan rzeczy nie przeszkadza panu Macurze kandydować z listy tej partii.



   W prawackim narożniku dumnie prezentuje się Gabriela Lazarek, która pozazdrościła PiS-owi miesięcznic smoleńskich i aby być jeszcze bardziej ortodoksyjna w swoich działaniach postanowiła organizować na cieszyńskim rynku dziennice obnażające nieudolność i zły efekt każdego ruchu jaki ta partia i utworzony przez nią rząd wykona. Będąca głosem prostego ludu, zwykła fryzjerka z Cieszyna, spontanicznie i oddolnie przez kilka lat codziennie o siedemnastej, niezależnie od pogody wychodzi na cieszyński rynek i z mniejszą lub większą liczbą swoich zwolenników krytykuje każdą decyzję rządu zapewniając przez długi czas, że nie jest działaczką współpracującą z PO, Nowoczesną, KOD-em czy jakąkolwiek inną organizacją tworzoną przez te same elity, skompromitowane dwoma kadencjami rządów uprawiających politykę korzystną dla wolnorynkowych działań wielkich ponadnarodowych korporacji. Nie chciałbym wierzyć w głosy przeciwników pani Lazarek, którzy sugerują, że za swoje protesty dostaje ona jakieś wynagrodzenie bo zupełnie poważnie szanuję jej determinację i zawziętość w prowadzonych działaniach i ufam, że przynajmniej na początku były one spontaniczne. Dowiedziałem się jednak dzisiaj, że od jakiegoś roku nie prowadzi już ona salonu fryzjerskiego więc nie wiem z czego się utrzymuje.


AND THE WINNER IS.....

   Pani Gabriela kandyduje z miejsca szóstego na liście Koalicji Obywatelskiej, a według moich przewidywań lista ta uzyska w naszym okręgu dwa, maksymalnie trzy mandaty. Wątpliwe więc żeby to ona się dostała.
   Pan Ryszard kandyduje z miejsca siódmego na liście Prawa i Sprawiedliwości. a według moich przewidywań lista ta uzyska w naszym okręgu cztery, a może pięć mandatów. Wątpliwe jest więc również żeby on się dostał.
   Oboje kandydaci nabiją jednak głosów swoim kolegom i koleżankom z list wyborczych, którzy może później jako parlamentarzyści będą o tym pamiętać kiedy ich dyskretne rady będą pomocne przy różnych decyzjach związanych z obsadzaniem różnorakich stanowisk.
   Kto jednak nie powinien mieć problemów z uzyskaniem mandatu to starający się o reelekcję senator Tadeusz Kopeć, który dzięki swym umiejętnościom i inteligencji potrafi odnaleźć się w każdej rzeczywistości. Już w czasach PRL był bardzo ceniony przez kolegów z PZPR jako dobry i lojalny towarzysz, jego poselskie kadencje z ramienia Platformy Obywatelskiej też były udane i obfite w sukcesy, a kiedy przeszedł z PO do PiS i wystartował z hasłem "wierny swoim zasadom" to wyborcy też bez problemu oddali na niego swoje głosy. Jeśli kiedyś w przyszłości partia Korwin będzie u władzy to jestem pewien, że pan kopeć również dumnie zasiądzie u boku prezesa Mikke.
Jeśli ktoś wątpi jeszcze w jego siłę to przypominam, że pan senator jest też świetnym budowniczym, wyśmienicie jeździ na nartach, gra w piłkę nożną i realizuje się niczym Vladimir Putin w wielu innych aktywnościach jak na prawdziwego mężczyznę przystało ;) No i oczywiście kocha dzieci i środowisko naturalne.








POSUMOWANIE




Nie zgadzam się z Twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił Twego prawa do ich głoszenia.

Tekst miał charakter żartobliwy i myślę, że nikt z opisywanych kandydatów nie będzie mi miał go za złe bo przecież każdemu z was trojga życzę żebyście się dostali i mogli razem jeździć sobie do Wawki pendolinem za darmoszkę, w sumie tego będę wam najbardziej zazdrościł jak wygracie.

   Jeśli zaś o mnie chodzi to najprawdopodobniej zagłosuję na lewicę bo chciałbym żeby geje mogli w końcu adoptować dzieci. Nie wiem jak wy, moi drodzy czytelnicy, czy macie swoich faworytów czy nie. Ja w kilku poprzednich wyborach nie wiedziałem na kogo głosować więc żeby się jakoś przydać swojej okolicy to zawsze chodziłem w dniu wyborów do lasu zbierać śmieci. Jeśli więc i wy mielibyście tym razem nie głosować to polecam taki wariant, byłem dzisiaj na grzybach w Malince i powiem wam, że butelek i puszek widziałem sporo. Tymczasem kończę bo jest piątek i zaraz minie godzina 21:37 więc trzeba będzie iść gdzieś w miasto zaznaczyć swoją obecność przy barze lub na parkiecie.

90 LAT KOPERNIKA I POLITYKA


Mikołaj Kopernik wielkim człowiekiem był, ale też był niepokorny. W czasach jego życia wstrzymanie słońca i ruszenie ziemi było dość odważnym gestem bo kościół katolicki miał wtedy jeszcze wolną rękę jeśli chodzi o mordowanie ludzi w najokrutniejsze sposoby, a przecież jak wszem i wobec wiadomo, dla tej zacnej organizacji, wszelkie postępowe teorie są niewygodne. Na szczęście jednak astronom z Torunia nie podzielił losów Jana Husa czy Giordano Bruno i udało mu się umrzeć w naturalny sposób.

W Cieszynie działa z tej okazji liceum ogólnokształcące pod jego imieniem, które dumnie obchodzi dzisiaj swój jubileusz 90 lat istnienia. Nie wiem czy cały czas działało ono pod tą nazwą czy pod inną, ale nazewnictwo jest na drugim planie przy tak zacnym wieku. W czasach kiedy ja byłem w wieku licealnym i chodziłem do ledwo powstałego wtedy LOTE to Kopernik był dla naszej szkoły wzorem do naśladowania. Pozornie rywalizował z Osuchowskim o pozycję wynikającą z większej liczby absolwentów, którzy dostali się na dobre studia, ale jednak samo słowo "Koper" wiązało się z pewną elitarnością, którą my chcieliśmy przejąć. Chodziła tam większość dzieci lekarzy, prawników, burmistrzów i innych zacnych mieszkańców regionu, chodziły tam dziewczyny wygrywające konkursy Miss Podbeskidzia i chłopaki mające otwarty rachunek na barze w Jazz Clubie i Dziupli w Czeskim Cieszynie, a do "Osucha" z bardziej wyrazistych postaci to uczęszczali tylko koszykarze grającego wtedy w drugiej lidze "Piasta" no i Krystian Legierski, który dopiero kilka lat później miał stać się sławny. Z tego co pamiętam to Halina Mlynkova nie chodziła do Osucha tylko do liceum dla pielęgniarek działającego w tym samym budynku.

Wracając jednak do Kopera to prawdziwą wartością tej szkoły nie byli uczniowie, a nauczyciele. "Kosy" starej szkoły polskiej edukacji, które swoją surowością i bezkompromisowością połączoną z obszerną wiedzą i talentem do jej przekazywania, gwarantowały każdemu uczniowi, że jak przebrnie do matury i dostanie dobrą ocenę na świadectwie, to egzamin dojrzałości będzie dla niego tylko formalnością, a później dostanie się na jakąkolwiek uczelnię będzie chciał. Takie nazwiska jak Dordowa, Pakońska czy Gawlikowska do dzisiaj zapewne wśród wielu budzą zarówno podziw, szacunek, ale też zimny pot i dreszczyk niepewności jaki pojawiał się przed wystawieniem oceny.

Dzisiaj z okazji jubileuszu odbyła się w cieszyńskim teatrze uroczysta gala, w której brał udział nawet były premier Jerzy Buzek, którego ktoś bliski (chyba ktoś z rodziców) chodził swego czasu do tej szkoły. W świetle jego obecności fajnie wyglądało wystąpienie Stanisława Kubiciusa, przewodniczącego rady powiatu cieszyńskiego, który absolwentom tej szkoły znany jest jako dobry i ceniony nauczyciel chemii. Z tego co mówił wynikało, że teraz jest fajnie bo zlikwidowano gimnazja, a wcześniej jak były gimnazja to nie było fajnie. Buzkowi musiało być odrobinę głupio bo to przecież jego rząd doprowadził do utworzenia gimnazjów. Nie wiem czy ta wypowiedź była ukłonem w stronę PiS bo ja pana Kubiciusa raczej pamięta z lewej strony sceny politycznej (chyba SLD), ale przecież w dzisiejszych czasach droga z SLD do PiS nie jest daleka, a pan Buzek przecież też nie ma się czego wstydzić bo on tylko wykonywał polecenia prezesa Kaczy..., przepraszam, Krzaklewskiego. Tak czy inaczej przecież nikt nikomu nie będzie niczego rozpamiętywać na kilka godzin przed ciszą wyborczą bo ludzie i tak w końcu zagłosuję pod wpływem emocji, a nie zdrowego rozsądku. No i oczywiście żadna obecność ani wystąpienie na tym pięknym jubileuszu nie miały mieć wydźwięku politycznego, w końcu przy takiej okrągłej rocznicy wybory przechodzą na drugi plan. ;)

P.S. Z okazji jubileuszu trwa też remont elewacji zewnętrznej budynku szkoły, która od teraz będzie miała odrobinę inny odcień niż poprzednio. Są w Cieszynie środowiska, które mógłbym nawet nazwać eksperckimi w tej dziedzinie, a które oceniają dobrany kolor jako brzydki, a używając cytatu, nawet "majtkowy". Co wy o tym sądzicie, moi drodzy czytelnicy? Zapraszam do kulturalnej dyskusji.