sobota, 13 lutego 2021

DONBAS W OSTRAVIE

   “Kochana Marysieńko, nic się o mnie nie martw. Jak widzisz, ciągle mam butelkę w ręku. Całuję, Gustav. “ Takie pozdrowienia od męża dostała Mariska Popovic ze Słowacji. Na drugiej stronie pocztówki widniało zdjęcie robotników jedzących lunch na budowie wieżowca Rockefeller Center. Zrobiona na wysokości 256 metrów fotografia przeszła do historii gdy w 1932 roku została opublikowana w New York Herald Tribune. Nasze zdjęcie jest jednak tylko do niego podobne, a wykonano je jakieś 20 lat później w Donbasie, co więcej nie w Donbasie na Ukrainie, ale w Donbasie w Ostravie. 


   Manhattan jest w Ustroniu, Wenecja w Cieszynie, a o status małego Wiednia, Cieszyn rywalizuje z Bielskiem. Mało kto jednak wie, że w Ostravie jest Donbas, a może był Donbas bo już prawie wszyscy zapomnieli tą nazwę. 



   Jak jedziemy z Cieszyna do Ostravy przez Hawierzów to w pewnym momencie, będąc już prawie na miejscu, po minięciu już tablicy Ostrava, zatrzymujemy się na skrzyżowaniu ze światłami, na którym zazwyczaj jest czerwone. Stoi przed nim tablica informacyjna, która kieruje nas prosto jeśli chcemy jechać do centrum, w prawo na Kunčičky, a w lewo na Kunčice. Nas właśnie interesuje ta lewa strona, a dokładniej obiekty, do których kierują stojące po lewej stronie skrzyżowania dwa masywne postumenty w kształcie strzałek kierunkowych. Jeszcze przez wiele lat po rozpadzie Czechosłowacji widniał na nich napis "Nova Hut", ale w pewnym momencie zaczęły go zastępować inne, bardziej pasujące do kapitalistycznej rzeczywistości napisy. 


   Nie trzeba być zaawansowanym językowo żeby zrozumieć co znaczy po czesku "Nova Hut", ale też nie bądźmy naiwni, to nie jest skrót do znanej przemysłowej dzielnicy Krakowa, tak samo jak nie jest to też skrót do Kończyc po polskiej stronie. Zarówno miejscowości jak i zakłady przemysłowe miewają czasami zbieżne nazwy. Tak czy inaczej, jak skręcimy w lewo to po przejechaniu około kilometra, dojedziemy do obszernego kompleksu obiektów, który przez większą część czasu swojego istnienia znany był jako Nová huť Klementa Gottwalda, ale jej historia zaczęła się jakiś czas przed nadaniem tej nazwy. 

   W 1942 roku terenami leżącymi wtedy w niezależnej od Ostravy miejscowości Kończyce Wielkie zainteresował się zarząd dobrze prosperującej w warunkach wojennych huty Vitkovice, która należała wtedy do koncernu Reichswerke Hermann Göring. Miał tam powstać nowy oddział funkcjonującego kombinatu, a nosić miał nazwę Südbau. Z różnych powodów inwestycja się jednak nie udała, a do koncepcji budowy tu przedsiębiorstwa metalurgicznego powróciły władze CSRS w drugiej połowie lat czterdziestych, ale już z nową ideologiczną otoczką. 


   W 1947 roku na terenie Kończyc Wielkich i Małych oraz Bartowic, podjęto decyzję o budowie kompleksu hutniczego i natychmiast przystąpiono do jej realizacji. Kilka lat później Kalendarz Zwrotu w reportażu na ten temat wspominał, że prace budowlane odbywały się na ziemiach należących niegdyś do majątku obszarnika Prawdy. Na budowie pracowali brygadnicy przyjeżdżający z każdego zakątka Czechosłowacji i to właśnie wtedy nadano temu miejscu nieoficjalną nazwę Donbas. Po pierwszym roku wykopów pojawiły się już fundamenty i pierwsze rusztowania, a termin zakończenia realizacji inwestycji zaplanowano na sześć lat po jej rozpoczęciu. Miał to być, a ostatecznie tez był, największy obiekt przemysłowy w całej Czechosłowacji, przynoszący dumę państwu, a w wynikach produkcyjnych napędzający zarówno gospodarkę jak i motywację do pracy całej klasy robotniczej. W trakcie trwania prac budowlanych, plac budowy odwiedził tow. Antonín Zápotocký, ówczesny premier, a później prezydent państwa. W trakcie kurtuazyjnej wizyty zarecytował on wiersz Jana Nerudy "Przed żadną przeszkodą głów swoich nie schylimy". Patosu całemu wydarzeniu nadawało propagandowe hasło widniejące już wtedy na wysokości pierwszego czynnego wielkiego pieca „Nie ma takiej przeszkody, której by nie pokonali bolszewicy!”



   Donieckie Zagłębie Węglowe na dzisiejszej Ukrainie, (ukr. Донецький вугільний басейн, trb. Donećkyj wuhilnyj besejn; ros. Доне́цкий каменноу́гольный бассе́йн, trb. Donieckij kamiennougolnyj bassjejn), w skrócie Donbas (ukr. Донбас, ros. Донбасс) - był to w tamtym czasie najprężniej działający okręg przemysłowy w ZSRR, który miał świecić przykładem dla wszystkich fabryk, szczególnie z branży węgolwej i metalurgicznej, które powstawały w odbudowywanych po wojnie ośrodkach miejskich na terenie wszystkich państw należących do bloku socjalistycznego. Nie ma więc co się dziwić, że tutaj także taką nazwę zaszczepiono. 


   Cały kompleks oczywiście udało się wybudować w terminie, a w jego obrębie poza samymi obiektami produkcyjnymi i magazynowymi, powstały także osiedla mieszkaniowe dla pracowników, "Osada miru", "Sidlovec" i "Stalingrad", a pomiędzy nowocześnie urządzonymi jak na tamte czasy budynkami, mieścił się nowy ratusz, szkoła, dom kultury, kino, biblioteka, dom towarowy i ośrodek zdrowia. Najważniejsze były jednak nowoczesne techniczne rozwiązania zastosowane w samej hucie, które miały zapewnić hutnikom komfort pracy nieporównywalnie wyższy niż dotychczas bywało to w innych hutach. Chlubą zakładu była także kuźnia z tłocznią hydrauliczną o ciśnieniu do 12 000 ton. Było to w 1953 roku największe i najsilniejsze tego typu urządzenie na świecie.

   W czasach demokracji ludowej huta była świadkiem wydarzeń historycznych jakie kształtowały ówczesną Czechosłowację. Jednym z dramatycznych wspomnień tamtej epoki jest inwazja wojsk Układu Warszawskiego w ramach operacji "Dunaj" 20 sierpnia 1968 roku. Jako obiekt strategiczny, huta została wtedy natychmiast spacyfikowana, a zapędy pracownicze do prowadzenia protestów stłumiono w zarodku. Mimo tego, zachowały się zdjęcia upamiętniające rodzący się opór. 








   W 1989 nazwę skrócono na Nová huť. Do roku 1999 oddano do użytku trzy nowe maszyny odlewnicze i przeprowadzono szereg modernizacji. Kiedy w Ostravie zakończyła produkcję huta Vitkovice, to na potrzeby działających przy niej nadal zakładów produkcji elementów stalowych, zaczęto wykorzystywać także surówkę z Nowej Huty. Surówka jest transportowana z Nová huť do Vítkovic koleją w stanie płynnym w specjalnych wagonach, tzw. Weronikach. W 2003 zakład został sprywatyzowany i zakupiony przez Lakshmiego Mittala, żyjącego w Londynie indyjskiego przedsiębiorcę. Firma zmieniła wtedy nazwę na ISPAT Nová Huť, w 2005 na Mittal Steel Ostrava, a w 2007 na ArcelorMittal Ostrava. W 2018 roku ArcelorMittal ogłosił zamiar sprzedaży huty z powodu planowanego zakupu huty Ilva w Taranto w płd. Włoszech, który wymagał zgody Komisji Europejskiej. Zgoda ta była uzależniona od pozbycia się innych przedsiębiorstw stalowych, ze względu na przepisy antymonopolowe. W 2019 roku Nová huť wraz z sześcioma innymi firmami z całej Europy została sprzedana grupie Liberty House za 740 mln euro. 


   Ciekawostką jest, że na terenie huty funkcjonuje bocznica kolejowa o łącznej długości 190km, którą dzisiaj obsługuje 20 lokomotyw serii 741,7 oraz 2 lokomotywy serii 704,7, które zajmują się eksploatacją produkcji żelaza i stali, transportem materiału pomiędzy poszczególnymi halami oraz wysyłką wyrobów gotowych. Przed rokiem 1971 pracę tą wykonywało prawie 50 lokomotyw parowych, które zostały wymienione na spalinowe ze względu na lepszą wydajność. W roku 1978 dwie parowe lokomotywy powróciły jednak do zakładu w innym celu. Po modyfikacjach przez kilka miesięcy służyły do ​​ogrzewania hangarów, w których odbywała się budowa wielkogabarytowych baterii koksowniczych, zakończona w marcu 1979 roku. 


   Ostatnia lokomotywa parowa, która pozostała w hucie na pamiątkę trakcji parowej na bocznicy Nová hut, stoi przed budynkiem administracyjnym zakładu Doprava w pobliżu Bramy Południowej i ma ciekawą historię. Lokomotywa 317 015 została wyprodukowana w zakładzie Škoda Plzeň w 1940 roku, służyła w hucie do 1970 roku i miała być zutylizowana. Pracownicy byli temu przeciwni i zadbali o przeniesienie jej do miejsca spoczynku. Prezentowana maszyna była w pełni kompletna i sprawna do 2017 roku, kiedy wymontowano z niej części zamienne do rekonstrukcji zabytkowych lokomotyw kolejki wąskotorowej jeżdżącej w regionie Osoblažska. Można więc powiedzieć, że dusza tej lokomotywy jaką jest maszyna parowa, nadal żyje i jeździ w naprawionych dzięki niej maszynach. 


   Przy tej samej bramie znajduje się głaz noszący nazwę „Kunčický bludný balvan” i chroniony od 1990 roku jako pomnik przyrody. Odkopano go w październiku 1954 roku podczas prac wykopaliskowych pod fundamentami dużej odlewni. Waży on około 17 ton i ma objętość ponad 6,5 m3. Jest to największy odkryty w całych Czechach głaz narzutowy. 


   Kolejną ciekawostką są czołgi, które pracowały w hucie od samego początku do roku 2014. Na wyposażeniu zakładu zawsze było 9 czołgów wojskowych, zazwyczaj były to T-54 lub T-55, które były pozbawione zdolności bojowej i zmodyfikowane specjalnie do usuwania gorącego żużlu pod piecami tandemowymi. Z przodu miały zamocowane pługi, a we wnętrzu czołgów instalowano specjalne filtry powietrza, dzięki którym silnik chroniony był nawet w tak ekstremalnych warunkach jakie panują w hucie. W realiach XXI wieku czeska armia przestała jednak dysponować wycofywanymi z eksploatacji maszynami tego typu, co zakończyło pewną epokę w historii przemysłu w tym kombinacie. Miejsce czołgów zastąpiły bowiem nowoczesne bezzałogowe spychacze Caterpillar 973D sterowane zdalnie drogą radiową. Wprowadzenie ich do pracy zwiększyło bezpieczeństwo, zoptymalizowało koszty i ułatwiło pracę operatorów. 


   Jeśli już o żużlu wielkopiecowym mowa, to do dzisiaj jest on produktem ubocznym,  który powstaje podczas wytopu rudy żelaza w wielkim piecu. Podobnie jak inne odpady z produkcji stali, jest nadal wykorzystywany w praktycznych celach. Służy nie tylko do posypywania dróg zimą, ale także do produkcji cementu, szkła, a przy budowie dróg ma lepsze parametry niż kamień naturalny, ponieważ lepiej zagęszcza. W roku 2019 wykorzystano z ostravskiej huty 150 000 ton tego tego materiału do budowy obwodnicy miasta Frydek-Mistek, dzięki czemu zaoszczędzono wielu surowców ze źródeł nieodnawialnych. 



   W roku 2020 w związku z pandemią koronawirusa i idącymi za tym problemami w gospodarce, tymczasowo zamknięto wielki piec numer 2. Natomiast 14 grudnia 2020 dyrektor huty Jiří Kaluža poinformował o planach budowy nowego pieca hybrydowego, który Zastąpi obecne cztery piece tandemowe z lat 70. 


   Liberty Ostrava a.s. jest dziś częścią Liberty Steel Group, globalnej firmy hutniczej i górniczej zatrudniającej 30 000 pracowników w ponad 200 lokalizacjach na sześciu kontynentach. W Ostravie produkuje ponad 2 miliony ton stali rocznie, która jest wykorzystywana głównie w budownictwie i inżynierii. Jest największym producentem barier drogowych i rur w Czechach. Oprócz rynku krajowego dostarcza swoje produkty do ponad 40 krajów na całym świecie. Zatrudnia ponad 6000 pracowników w regionie.

   O budowie tego zakładu dramaturg Ladislav Bublík napisał w 1963 roku powieść "Páteř". W tamtych czasach było to dzieło odważne i kontrowersyjne. W dziennikowej formie opisany był tam bowiem trud pracy ludzi budujących socjalizm, a zamiast lukrowanej propagandowej otoczki przedstawiona była gorzka prawda dotycząca ludzkich cierpień i wyrzeczeń w tym trudnym okresie. W 1965 roku powieść doczekała się jednak ekranizacji pod tytułem "Úplně vyřízený chlap", a w roli głównej wystąpił Jaroslav Vízner, brat bardziej znanego Oldřicha Víznera. 
   

   W Nowej Hucie w latach 1961-62 został odlany posąg Lisa Chytrusa, który postawiono w rezerwacie przyrody w Hukvaldach aby upamiętnić rocznicę prapremiery opery "Przygody Lisa Chytrusa" Leoša Janáčka, który w Hukvaldach się urodził. Posąg ten został skradziony w nocy z 26 na 27 maja 2015 r., a od 9 kwietnia 2016 r. stoi tam kopia stworzona przy użyciu odlewu z drukarki 3D. Artysta Waller-Matějíček z miejscowości Veverské Knínice stworzył ją już w pracowni artystycznego odlewu metali.



   To tyle co udało mi się dowiedzieć o ostravskim Donbasie, ale jeśli znacie jeszcze jakieś ciekawostki lub macie dostęp do jakichkolwiek materiałów źródłowych, to oczywiście śmiało możecie mi podesłać. 

   

niedziela, 7 lutego 2021

CO ROBIĄ SŁUŻBY MIEJSKIE W ZIMOWĄ NIEDZIELĘ ?

 

  Wczoraj cała Polska płakała po śmierci Krzysztofa Kowalewskiego, znanego między innymi z filmu Stanisława Barei "Brunet Wieczorową Porą". Bareja już nie żyje, jego aktorów też już coraz mniej, ale rzeczywistość opisywana w jego filmach ciągle odbija się czkawką w codziennym życiu Rzeczypospolitej XXI wieku. Przez wiele lat najpopularniejszym samochodem ciężarowym był w Polsce Fiat Seicento Van, przez wiele lat firma Orange dodawała do rachunków telefonicznych stalową płytkę, dzięki której przesyłka pocztowa była tańsza, w dobie pandemii rząd zamawia maseczki i szczyci się, że przylecą one największym samolotem świata, ale nie bierze pod uwagę faktu, że nie spełniają one wymaganych norm higienicznych. No ale co to ma wspólnego z Cieszynem? Już opowiadam.



   Poszedłem sobie dzisiaj na spacer z psem i idąc przez rynek wpadłem na pomysł żeby napisać butem na śniegu VIVA TESSIN, co natychmiast zrobiłem. Poszedłem później do domu, włączyłem komputer i wszedłem na stronę, na której można obserwować cieszyński rynek z kamery umieszczonej na wieży ratusza. Mój napis elegancko się prezentował więc zrobiłem zrzut ekranu i wkleiłem go na swój facebookowy profil opatrując żartobliwym tekstem w narracji seince fiction. Wartością dodaną tego tekstu miał być podprogowy przekaz, że od kilku miesięcy dzięki uchwale krajobrazowej nareszcie znikają z Cieszyna reklamy od lat szpecące miasto. Moim czytelnikom tekst przypadł do gustu i lajkowali go oraz komentowali znacznie częściej niż inne publikowane teksty. Jeśli chcecie go przeczytać to kliknijcie TU



   Przypominam, że jest niedziela, godziny popołudniowe, trudne warunki zimowe, a dodatkowo przez pandemię wszelkie służby mają utrudnione funkcjonowanie. Minęły jednak jakieś dwie godziny i napisała do mnie koleżanka z Warszawy, że fajnie to wymyśliłem. Czytając wiadomość od niej, jakoś tak spontanicznie odświeżyłem sobie stronę z widokiem z kamery żeby zobaczyć czy przez ten czas jakieś dzieci albo wiatr nie zniszczyły już mojego dzieła. Patrzę w ekran i oczom nie wierzę!!!!! Na rynku stoi pług i przymierza się do zniszczenia napisu. Chwilę później wykonuje efektowny zwrot i sprawnym dynamicznym ruchem likwiduje napis VIVA TESSIN, a resztę rynku pozostawia zaśnieżoną. 




   Miałem trochę obowiązków, ale nie mogłem się powstrzymać więc ubrałem się i pobiegłem na rynek zapytać panów z pługa kto kazał im to zniszczyć. Niestety jak dotarłem na miejsce to już ich nie było. Nie zastanawiałem się więc długo, tylko wydrapałem butem kolejny napis VIVA TESSIN, jeszcze większy niż poprzedni. Nie mam internetu w telefonie więc po skończeniu, szybkim krokiem poszedłem do domu żeby zrobić kolejny zrzut ekranu zanim przyjedzie pług. Na Szersznika mijałem radiowóz Straży Miejskiej, pomachałem im ręką bo akurat jechały znajome mi osoby, bardzo porządni ludzie i dobrzy funkcjonariusze. Uśmiechnęli się oboje do mnie i odwzajemnili pozdrowienie, ale jakoś tak dziwnie się patrzyli, że od razu coś mi tu nie pasowało. Dobiegłem do domu, siadam przed komputerem i widzę na ekranie jak radiowóz jeździ po środku rynku i niszczy mój napis. 


   Zadzwoniłem więc na Straż Miejską i w rozmowie z dyspozytorem powiedziałem, że na rynku był bardzo ładny napis VIVA TESSIN, a ja widziałem jak radiowóz go niszczy i w związku z tym mam pytanie dlaczego tak się stało. Dyżurujący funkcjonariusz poinformował mnie, że "Uznaliśmy to za reklamę krajobrazową i na tym kończymy temat".  Nie chcę wnikać w to czym jest "reklama krajobrazowa" i domyślać się czy chodziło o reklamę niezgodną z uchwałą krajobrazową czy o coś innego. Każdy ma prawo się przejęzyczyć, mi też się to zdarza, a mistrzem przejęzyczeń był Krzysztof Kowalewski, kto wie o co chodzi, ten wie. 

   Nie wiem jaki jest stan odśnieżenia cieszyńskich ulic bo w taki mróz mało chodzę po mieście, ale na Wyższej Bramie przynajmniej jeden pas był odśnieżony idealnie. Nie chcę się czepiać tego jak sprawnie idzie akcja likwidowania zbędnych reklam w mieście bo od początku tej akcji kibicuję i wiem, że zajmujące się nią osoby robią to najlepiej jak tylko się da, ale zaznaczę tylko, że na ulicy Pokoju wiszą tablice reklamujące Restaurację Żak, Kebab Czampiński i Restaurację Mexicana, a żaden z tych lokali nie istnieje już prawie 10 lat. Nie jest mi żal napisu, który zrobiłem butem w kilkadziesiąt sekund dla zabawy, ale jestem w ciężkim szoku, że ktoś podjął decyzję o angażowaniu pracy ludzi i eksploatacji sprzętu żeby ten napis usunąć. Absolutnie nie chcę nic ujmować wykonującym swoje obowiązki ludziom z pługa, z radiowozu, czy też rozmawiającemu ze mną dyżurnemu. Ciekaw jestem tylko kto osobiście podjął decyzję o wysłaniu tam najpierw pługu, a później radiowozu i jaki impuls skłonił tą osobę do podjęcia tej decyzji. 


   Zapewne nie każdy z was wie co to znaczy VIVA TESSIN, zatem tłumaczę. Po łacinie znaczy to Wiwat Cieszyn i jest to inicjatywa promująca nasze miasto i region. Wymyśliłem to siedem lat temu o czym pisały wtedy wszystkie lokalne pisma i przez cały ten czas staram się pod logiem VIVA TESSIN podejmować oraz wspierać różnorakie szlachetne działania, z których Śląsk Cieszyński mógłby być dumny. 



Od połowy zeszłego roku przy ulicy Sejmowa 1 w Cieszynie prowadzę też sklep z pamiątkami VIVA TESSIN SOUVENIRE STORE, dzięki któremu chciałbym zdobyć środki na jeszcze więcej działań dla naszej małej ojczyzny. Nie łudzę się, że za to co się dzisiaj stało, ktokolwiek do mnie zadzwoni i powie "przepraszam", ale mam nadzieję, że był to tylko wypadek przy pracy i będąc bogatszymi o tą lekcję, postaramy się aby o służbach dbających w naszym mieście o porządek, mówiło się tylko dobre rzeczy. W Straży Miejskiej byli już komendanci znani z dawania mandatów za jedzenie kanapek na rynku czy za malowanie obrazów, na których były namalowane butelki z piwem. Pozwólmy więc żeby czas tych panów minął bezpowrotnie, służby miejskie żeby mogły się szczycić dobrą sławą, a filmy Barei żebyśmy mogli oglądać w kinie "Piast", do którego mam ochotę się wybrać na pierwszy seans po zniesieniu lockdownu. Jeśli zaś nie jesteście fanami wielkiego ekranu, a będziecie się szwendali po Cieszynie to zapraszam do sklepu VIVA TESSIN SOUVENIR STORE, który po zimowej przerwie zamierzam otworzyć już 13 marca. Jeśli polubicie profile VIVA TESSIN na Facebooku i Instagramie to każdego dnia wyświetli się wam jakaś ciekawostka z regionu i szachownica z dużą liczbą informującą ile zostało dni do otwarcia. Kupicie u mnie pamiątki lokalne, wielkanocne ozdoby regionalnych twórców i ładnie zapakowane przetwory z ekologicznych gospodarstw działających na Śląsku Cieszyńskim. Można też nie kupować nic, ale wpaść pogadać o Cieszynie, pożartować, wymienić się ciekawostkami, zrobić sobie modne zdjęcie i chwilę odpocząć w miłym towarzystwie mojej osoby. 







środa, 1 kwietnia 2020

VZNIKÁ PÍSNIČKA "STÝSKÁ SE MI PO TOBĚ ČECHU I JA ZA TOBĄ POLAKU"




Svět dnes bojuje s tak velkou epidemií, jako nikdy předtím. Někteří se obávají o své životy, jiní odtržení od každodenní povinnosti snaží se získat finanční prostředky na jídlo, ostatní jsou nuceni ověřit své plány do budoucna. Jedna mikroskopická tvorba a miliony dramat. V našem regionu je těchto dramat stejně mnoho, co víc, máme další aspekt, kterému budou rozumět pouze ti, kteří žijí v regionech s podobnými zvláštnostmi.





Těšínské Knížectví oficiálně existovalo více než 600 let a během této doby kulturně dominovalo nad sousedními regiony. Později následovalo XX. století a my jsme byli rozděleni mezi dva nové státy, aby toho nebylo málo, museli jsme ještě projít šest let nacistického teroru a téměř půl století zjevného řádu pod moskevskými příkazy.




Již 30 let však stavíme svůj dvůr znovu a chceme změnit hraniční přechod, aby nás nerozděloval, ale naopak spojoval. Nejprve došlo k zavedení malého pohraničního styku, poté přistoupení k EU a v roce 2007 do zóny Shengen. Současně se vyvíjel divadelní festival „Bez Hranic“, filmový festival „Kino Na Hranici“ a mnoho dalších kulturních a uměleckých iniciativ, které daly našemu městu a regionu rytmus jednoho organismu. Naučili jsme se nakupovat přes hranice, posílat tam děti do mateřské školy, do školy, hledat tam práci, byty, partnery pro zbytek života a přátele pro každodenní zábavu. 




Nyní kvůli hloupé nemoci ze vzdálené části světa se vše obrátilo vzhůru nohama. Ozbrojené, uniformované hlídky jsou opět na hranici a nedovolují nám volně se pohybovat. Rodiny a skupiny přátel byly rozděleny, tisíce lidí přišlo o možnost dojíždět do práce, desítky tisíc lidí muselo změnit své zvyky, jít na procházku spojující hradní kopec a Sikorův Park se stalo během jedné noci nezákonné. 





Všichni se samozřejmě snažíme věřit, že to vše je pro naše dobro, ale tato skutečnost naše utrpení nijak nesnižuje. Abychom však zvýšili náladu nás i ostatních, spontánně se vytvářejí různé umělecké iniciativy, které nám připomínají, že jsme jedna komunita. Jednou z těchto iniciativ bylo zavěšení na polské straně nad Olší plachty s nápisem „STÝSKÁ SE MI PO TOBĚ ČECHU“, který se téměř okamžitě setkal s odezvou české strany a nápisem "I JA ZA TOBĄ POLAKU". Tato akce získala široké pokrytí v médiích jak v Polsku, tak v Česku, a jak jsme se dnes dozvěděli, byla také vyzvednuta známými umělci z našich oblastí. 




V blízké budoucnosti bude vydána píseň s názvem složeným z textů napsaných na transparentech nad Olší, a bude ji hrát naši krajané známí všude mezi Varšavou a Prahou. Halina Mlýnková zazpívá první část v češtině, druhou bude zpívat v polštině Jaromír Nohavica, a další v těšínském nářečí Ewa Farna. Hudbu k písni složí Lešek Wronka a texty má napsat Renata Putzlacher. Obsah písně bude mluvit o dědictví Těšínského Slezska a hodnotách lidí, kteří zde žijí. O tom, že chceme být pro sebe bratry bez ohledu na nepřízeň osudu, a hosté, kteří nás navštíví, vždy budou schopni se zde naučit toleranci a lásku.
Klip, který má být mozaikou studiových nahrávek všech interpretů, bude navržen tak, aby zpříjemnil náš čas v období boje s epidemií, a když se nám již podaří překonat hrozbu, vytvoří se druhý klip, ve kterém se zúčastní hráči HC Oceláři Třinec, Adam Małysz, Piotr Żyła a další hvězdy z naší oblasti. Veškerý výtěžek z písně bude věnován dětem z obou stran Olše, aby jim kompenzoval čas strachu a nejistoty, kterou musí zažít, když koronavirus destabilizuje náš život.


ERRATA: Článek o písničce "STÝSKÁ SE MI PO TOBĚ ČECHU I JA ZA TOBĄ POLAKU" byl vtip, který jsem se rozhodl udělat na Apríla. Doufám, že všichni, kteří se nachytali, stejně jako lidé uvedení v textu bez jejích vědomí, mi odpustí. Rozhodnutí o napsaní tohoto vtipu nebylo snadné, protože nyní procházíme složitou dobou a čelíme problému, který by měl být brán vážně. Rozhodl jsem se však, že v den, jako je 1. duben, si můžu dovolit trochu zavtipkovat, pro zlepšení nálady.

   Vaše reakce byla úžasná, text v obou jazycích přečetlo přes 20 000 lidí za jeden den a komentáře pod ním byly téměř všechny pozitivní. Žádný z uvedených umělců se semnou však nekontaktoval, a jsem si jist, že k článku přišli a přečetli. V duchu doufám, že je moje texty inspirovaly a že jsou ve vzájemném kontaktu, aby skutečně napsat takovou píseň. Pokud k tomu však nedojde, nemohu se na ně zlobit, každý z nich pravděpodobně už přesně definoval své hudební plány, které v současné situaci je třeba ověřit, aby bylo možné splnit mnoho povinností vůči svým kolegům.

   To však nic nemění na skutečnosti, že téma je aktuální a pokud ne Ewa, Jarek a Halina, pak možná budou i další umělci, kteří budou vytvářet hudební díla, poezie, malby, sochy, nástěnné malby a jakákoli jiná díla, která nám budou připomínat že lidé žijící po obou stranách Olše nejsou žádní cizinci, ale jedna komunita se společnými tradicemi, která si pamatuje roky slávy Těšínského Knížectví.

POWSTAJE PIOSENKA "STÝSKÁ SE MI PO TOBĚ ČECHU I JA ZA TOBĄ POLAKU"



  Świat mierzy się dziś z epidemią o skali tak wielkiej, jak jeszcze nigdy nie miało to miejsca. Jedni walczą o życie, inni odcięci od codziennych obowiązków borykają się ze zdobyciem funduszy na jedzenie, jeszcze inni zmuszeni są weryfikować swoje plany na przyszłość. Jeden mikroskopijny twór, a miliony dramatów. W naszym regionie wcale tych dramatów nie jest mniej, a wręcz przeciwnie, jest u nas jeszcze jeden aspekt, który zrozumieją tylko Ci, którzy mieszkają w regionach o podobnej specyfice.

   Księstwo Cieszyńskie istniało oficjalnie ponad 600 lat i przez cały ten czas dominowało kulturowo nad regionami sąsiednimi. Później nastąpił XX wiek i podzielono nas pomiędzy dwa nowe państwa, a jakby tego było mało, to musieliśmy jeszcze przejść przez 6 lat nazistowskiego terroru i prawie pół wieku pozornego porządku pod rozkazami Moskwy.


   Od 30 lat budujemy jednak swoje podwórko od nowa, a przecinającą nas granicę chcemy zmienić tak żeby łączyła nas zamiast dzielić. Najpierw było wprowadzenie małego ruchu granicznego, później wejście do UE, a w 2007 roku do strefy Shengen. Równolegle rozwijał się u nas festiwal teatralny "Bez Granic", festiwal filmowy "Kino Na Granicy" i wiele innych inicjatyw kulturalnych i artystycznych, które nadawały naszemu miastu i regionowi rytm jednego organizmu. Nauczyliśmy się robić zakupy po drugiej stronie granicy, posyłać tam dzieci do przedszkola czy do szkoły, znajdować tam sobie pracę, mieszkania, partnerów na resztę życia i przyjaciół do codziennych rozrywek.

   Teraz przez głupią chorobę z odległej części świata wszystko wywróciło się do góry nogami. Na granicy stoją znowu  posterunki uzbrojonych mundurowych i nie pozwalają nam swobodnie się przemieszczać. Podzielone zostały rodziny i grupy przyjaciół, tysiące ludzi straciło możliwość dojazdu do pracy, dziesiątki tysięcy ludzi musiało zmienić swoje przyzwyczajenia konsumenckie, pójście na spacer łączący wzgórze zamkowe i park Sikory stało się z dnia na dzień nielegalne.


   Oczywiście wszyscy staramy się wierzyć w to, że to wszystko jest dla naszego dobra, ale ten fakt wcale nie zmniejsza naszego cierpienia. Żeby jednak podnieść na duchu siebie i innych, powstają spontanicznie różne inicjatywy artystyczne, które mają na celu przypominać, że jesteśmy jedną społecznością. Jedną z tych inicjatyw było wywieszenie po polskiej stronie nad Olzą baneru z napisem "STÝSKÁ SE MI PO TOBĚ ČECHU", który niemal natychmiast spotkał się z odpowiedzią ze strony czeskiej i banerem z treścią "I JA ZA TOBĄ POLAKU". Akcja ta odbiła się szerokim echem w ogólnokrajowych mediach zarówno w Polsce jak i w Czechach, a jak się dzisiaj dowiedzieliśmy, podchwycili ją także pochodzący z naszych stron, znani artyści.


   W najbliższym czasie ma bowiem ukazać się piosenka nosząca tytuł złożony z tekstów napisanych na nadolziańskich banerach, a wykonać ją mają znani od Warszawy po Pragę nasi krajanie. Pierwszą zwrotkę w języku czeskim zaśpiewa Halina Mlynkova, drugą zwrotkę zaśpiewa po polsku Jaromír Nohavica, a trzecią w cieszyńskiej gwarze wykona Ewa Farna. Muzykę do utworu podjął się stworzyć Lešek Wronka, a słowa ma napisać Renata Putzlacher. Treść utworu będzie mówiła o dziedzictwie Śląska Cieszyńskiego i wrtościach kierujących żyjącymi tu ludźmi. O tym, że chcemy być sobie braćmi bez względu na przeciwności losu, a odwiedzający nas goście będą tu zawsze mogli uczyć się tolerancji i miłości.


   Klip będący zlepkiem studyjnych nagrań wszystkich wykonawców, będzie miał za zadanie umilić nam trudny czas walki z epidemią, a kiedy już uda nam się pokonać zagrożenie, powstanie drugi klip, w którym wezmą udział hokeiści HC Oceláři Třinec, Adam Małysz, Piotr Żyła i inne gwiazdy pochodzące z naszych stron. Wszelki dochód z piosenki będzie przekazany na dzieci z obu stron Olzy, aby zrekompensować im czas strachu i niepewności, który muszą przeżywać, kiedy korona wirus destabilizuje nasze życie.


ERRATA: Artykuł o piosence "STÝSKÁ SE MI PO TOBĚ ČECHU I JA ZA TOBĄ POLAKU" był żartem, który postanowiłem zrobić na Prima Aprilis. Mam nadzieję, że wybaczą mi to wszyscy, którzy dali się nabrać, a także osoby wymienione w tekście bez ich wiedzy. Decyzja o napisaniu tego żartu nie była łatwa bo wszyscy przeżywamy teraz trudne chwile i mierzymy się z problemem, który należy traktować poważnie. Uznałem jednak, że w taki dzień jak 1 kwietnia można sobie pozwolić na drobny wygłup dla poprawy humoru.

Wasza reakcja była niesamowita, tekst w obu językach przeczytało w ciągu jednego dnia ponad 20 tysięcy ludzi, a komentarze pod nim były prawie wszystkie pozytywne. Nie odezwał się natomiast do mnie nikt z wymienionych artystów, a jestem pewien, że to do nich trafiło i przeczytali. Mam teraz z tyłu głowy cichą nadzieję, że mój tekst ich zainspirował i już są ze sobą w kontakcie żeby rzeczywiście taką piosenkę napisać. Jeśli się tak jednak nie stanie, to nie można mieć im tego za złe, każdy z nich ma pewnie ściśle określone swoje plany muzyczne, które w obecnej sytuacji musi weryfikować tak żeby sprostać wielu zobowiązaniom wobec swoich współpracowników.

Nie zmienia to jednak faktu, że temat jest aktualny i jeśli nie Ewa, Jarek i Halina, to może znajdą się inni artyści, którzy stworzą utwory muzyczne, wiersze, obrazy, rzeźby, murale i wszelkie inne dzieła, jakie będą nam mogły przypominać o tym, że po dwóch stronach Olzy nie żyją obcy sobie ludzie, ale jedna społeczność ze wspólnymi tradycjami pamiętającymi lata świetności Księstwa Cieszyńskiego.

Wyniki wyszukiwania

Wyniki wyszukiwania w sieci

Wyniki wyszukiwania

Wyniki wyszukiwania w sieciHC Oceláři Třinec

Wyniki wyszukiwania

Wyniki wyszukiwania w sieHC Oceláři Třinec

sobota, 18 stycznia 2020

PSY III - W IMIĘ ZASAD


Żaliłem się dzisiaj koledze, że prace semestralne pisze mi się stosunkowo łatwo, ale najgorzej jest usiąść i zacząć. On mi powiedział na to, że jest to zrozumiałe, bo pisząc tekst na bloga, spodziewam się tysięcy wyświetleń, wielu lajków i komentarzy, a oddając pracę profesorowi wiem, że tylko on ją przeczyta. Postanowiłem więc to połączyć i pisząc na Antropologię Filmu recenzję nowego filmu Pasikowskiego, który od wczoraj leci w kinie piast, uznałem, że zamieszczę ją też tutaj. A co to ma wspólnego ze Śląskiem Cieszyńskim? Raczej nic, ale sponsorem filmu była firma Mokate z Ustronia, więc jakiś akcent jednak jest.

SPOKOJNIE!!!!! TEKST NIE ZDRADZA TERŚCI FABUŁY FILMU


Psy III – W Imię Zasad

   Może jestem już trochę stary i zgryźliwy, a może po prostu przez prawie 130 lat historii kina, wszystkie najlepsze do nakręcenia filmy zostały już nakręcone. Tak czy inaczej już dobrze ponad dekadę, żaden film nie zrobił na mnie takiego wrażenia żeby przysłowiowo „wyrwać z butów”, a od kilku lat chyba nawet nie oczekuję spektakularnych emocji idąc do kina na kolejną produkcję, nawet jeśli jest tam rola któregoś z moich ulubionych aktorów, czy też kiedy ktoś z moich faworytów jest odpowiedzialny za reżyserię bądź scenariusz. Quentin Tarantino trochę burzy ten mój pesymizm, ale nie zaskakuje mnie czymś nowatorskim, a raczej umiejętnie bawi się własną konwencją łącząc ją z innymi, dokładnie już zdefiniowanymi gatunkami kina. Przymierzając się do napisania tej pracy myślałem więc o jego twórczości jako temacie, ale po wczorajszym obejrzeniu trzeciej części sztandarowego dzieła Władysława Pasikowskiego, Psy, zmieniłem zdanie i postanowiłem zmierzyć się z tym właśnie filmem. Nie znaczy to jednak, że nie pojawi się tu nazwisko wielkiego QT (tak nazwał go Spike Lee w epizodycznej roli w filmie Dziewczyna numer 6).

   Kręcenie sequeli bestselerowych filmów nie należy do łatwych wyzwań dla reżysera, bo oddanie klimatu, który niegdyś urzekł widzów i krytyków, tworząc nową opowieść nawiązującą do poprzedniej, to byłoby można rzec, coś wręcz niemożliwego. Dyskutują na ten temat bohaterowie komedii Kevina Smitha Sprzedawcy, dochodząc do wniosku, że jedynie Imperium Kontratakuje przebiło jakością pierwszą nakręconą część Gwiezdnych Wojen, podkreślając jednocześnie, że nie był to sequel tylko część trylogii. Broniąc więc Psów, można zatem zaryzykować tezę, że również ta produkcja jest od 2020 roku trylogią, której trzecia część zamyka ostatecznie losy bohaterów, a widzowi nie pozostawia żadnych niedopowiedzeń, nierozwiązanych wątków, czy innej, potocznie nazywanej „otwartej furtki” do nakręcenia części kolejnej. Podobnie było z filmem Ojciec Chrzestny Francisa Forda Coppoli, część trzecia ukazała się prawie dwie dekady po dwóch pierwszych, kiedy ich fani byli już na innym etapie życia, a ostatni epizod mógł urzec ich nie tylko utrzymanym poziomem produkcji, ale też właśnie specyfiką adekwatną do wieku, w jakim przyszło im ten film zobaczyć.

   Żeby omówić fabułę filmu wypada najpierw wspomnieć o poprzednich częściach, a w szczególności o pierwszej. Był to bowiem drugi autorski film Pasikowskiego, który podobnie jak wcześniejszy Kroll zyskał zarówno uznanie krytyków, jak podziw publiczności tak wielki, że szybko zaczęto nazywać go filmem kultowym. Było tak zapewne dlatego, że były to pierwsze filmy realizowane w Polsce po przemianach politycznych z 1989 roku, które w pełni wykorzystywały fakt braku instytucjonalnej cenzury, co było wtedy w Polsce nowością, poruszały trudne tematy około polityczne, o których powszechnie mówiono, ale media głównego nurtu raczej je pomijały. Dodatkowym atutem była też świeżość stylistyki reżyserskiej, która wprowadzała elementy pożądanego wówczas w Polsce, amerykańskiego kina akcji, a jednocześnie trzymała się fachowych kryteriów, wyuczonych w łódzkiej szkole filmowej, będącej wyznacznikiem profesjonalnego warsztatu. Film opowiada o perypetiach byłego oficera PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa, którego losy w tej instytucji poznajemy w pierwszej scenie, w której przechodzi on proces weryfikacyjny aby móc służyć w Policji nowego państwa, jakim jest demokratyczna Rzeczpospolita Polska. Franciszek Maurer jest mężczyzną pewnym siebie, zuchwałym, nie wyraża swoim zachowaniem szacunku do konwenansów, manifestuje swój hedonistyczny styl życia, dużo przeklina, ma słabość do kobiet i do luksusu, nie ma oporów w nadużywaniu przywilejów jakie daje mu praca w służbach mundurowych. Postawa ta prowadzi go jednak do pasma porażek, przez które traci pracę i uwikłany w siatkę powiązań, zasila struktury świata przestępczego.

   Mamy więc tu do czynienia z postacią tragiczną, która przyzwyczajona do wykorzystywania we własnym interesie niesprawiedliwości społecznej, nagle staje się ofiarą tej niesprawiedliwości, traci dochody, piękny dom, luksusowy samochód i powodzenie u kobiet. Z pozycji funkcjonariusza służb tworzących swoiste ”państwo w państwie” i stojących niemal ponad prawem, nagle musi nauczyć się żyć poza prawem i w brutalny sposób walczyć o interesy własne oraz swoich zwierzchników. W bohaterze zachodzi w tych warunkach wewnętrzna przemiana, odzywa się sumienie i tęsknota za wartościami, które powinny kształtować byt. Będąc w sytuacji beznadziejnej, staje się on renegatem i w drodze bez realnego końca, ku normalnemu życiu, podejmuje się samodzielnej walki z tymi, których wini za realia, w jakich przyszło mu żyć. Walka ta trwa od połowy pierwszej części do końca części drugiej, gdzie przed zabiciem szefa rosyjskiej mafii wypowiada słowa „ …bo nie podobają mi się newsy w telewizji i czasami myślę, że to Twoja wina. […] Nie sięgaj po broń, to ma być egzekucja, nie chcę strzelać w samoobronie.” Na koniec dowiadujemy się, że Franz bezpiecznie opuścił Polskę i ułożył sobie życie w Nowej Zelandii, gdzie żył jego brat.

   Część trzecia zaczyna się od sceny w więziennej celi. Franz Maurer kończy odsiadywać wyrok 25 lat pozbawienia wolności, wspomina z utęsknieniem Nową Zelandię, a jego mało lotny współwięzień prowokuje rozmowę na płytkie tematy, co jest bezpośrednim nawiązaniem do analogicznej sceny na początku drugiej części filmu, która do dziś jest pamiętana przez wiele osób co do słowa, dzięki monologowi jaki wygłasza tam Sławomir Sulej. Zaraz potem Franz opuszcza więzienne mury i natychmiast odzywają się do niego demony z przeszłości, przez co już wie, że zamiast ułożyć sobie życie od początku, będzie musiał znów brać udział w brutalnych porachunkach. Odnajduje najbliższych znajomych z dawnych lat, poznaje jak bardzo świat się przez te lata zmienił, uczy się współczesnych realiów życia i szybko uświadamia sobie, że jedno się nie zmieniło, świat przestępczy i świat policji to przenikające się sfery, w których bezwzględność i przemoc dyktują hierarchię społeczną, a zwykły człowiek wnikając w to, dojdzie do wniosku, że państwo prawa to fikcja. W fabule filmu pojawia się również nowa postać, jest to policjant z doświadczeniem, ale mimo wszystko dużo młodszy człowiek niż główni bohaterowie, który podobnie jak Franz i Waldek przed laty, poznaje meandry gorzkich realiów środowiska przestępczego i mundurowego. Wplątuje się on też w wątek miłosny i również przekonuje się, że relacjami damsko męskimi nie zawsze kierują uczucia, ale też często interesowność i wyrachowanie. Warto to zauważyć, że jego partnerka jest młodą dziewczyną charakteryzującą się tym samym typem urody co bohaterki pierwszej i drugiej części filmu.

   Dalsza treść jest przewidywalna, jak zwykle w kinie akcji mamy tu strzelaniny, pościgi, krew, śledztwo i niespodziewane zwroty akcji. Wszystko jest jednak umiejętnie przeplatane słowami, wyrażeniami czy humorem sytuacyjnym, nawiązującym do dwóch pierwszych filmów. Nie jest to jednak w żaden sposób irytujące czy kiczowate. Może jedynym irracjonalnym gagiem jest sposób szybkiego włamywania się do samochodów przez głównego bohatera, co fani filmu też powiążą z podobną sceną z części drugiej, gdzie zrobił to przy pomocy piłeczki tenisowej. Tutaj używa do tego równie absurdalnych rekwizytów.

   Nie chcę zdradzać końca fabuły, ale powiem tylko, że grany przez Bogusława Lindę (nikt w Polsce tak pięknie nie przeklina jak on) Franz Maurer ratuje swój honor i godność. Wychodząc z seansu możemy mieć więc poczucie dopełnienia się trudnej i gorzkiej opowieści o tym, że świat nie jest sprawiedliwy, najbliżsi nam ludzie mogą nas zdradzić w każdym momencie, irytujący  i denerwujący nas ludzie mogą okazać się najbardziej zaufanymi przyjaciółmi, a polityka i system prawny to farsa, w której musimy się odnaleźć niezależnie od tego czy żyjemy w PRL, w zmieniającym się systemie czy też w rzekomo stabilnym państwie po 30 latach demokratycznych rządów.

   Gdzie jednak jest tutaj obiecany Quentin Tarantino? Nie jestem pewien czy tam jest, ale dialogi jadących samochodem zakrwawionych rannych facetów od razu przypomniały mi jego pierwszy film Wściekłe Psy, który ukazał się w tym samym 1992 roku, co pierwsza część Psów Pasikowskiego, a pracownicy wszechobecnych wtedy wypożyczalni kaset video, często mylili te dwie pozycje na półkach. Może też scena kulminacyjna i strzelanina w opuszczonej fabryce (pierwsza i druga część też się takimi scenami kończą) jest trochę inspirowana kinem Tarantino, gdzie przesadnie nagromadzona broń, tysiące strzałów jakby na oślep, krew tryskająca z rozrywanych części ciała oraz nierówny rozkład sił walczących stron, tworzą specyficzną mieszankę kalkującą kino niższej klasy lat 80-tych. No i tak jak Tarantino uwielbia stosować nawiązania do klasyki kina, tak u Pasikowskiego można dopatrzyć się różnych odniesień. Wanna stojąca na środku pokoju przypomina scenę z filmu Sara tego samego reżysera, również z Bogusławem Lindą w roli głównej, a pewnie po kilkukrotnym obejrzeniu tego filmu będzie się można dopatrzyć większej ilości takich smaczków. Moją uwagę zwrócił jednak jeszcze jeden motyw, mianowicie w każdej części Psów pojawia się scena, którą można odnieść do filmu Krzysztofa Kieślowskiego Dekalog V – Krótki Film o Zabijaniu. W części pierwszej Franz Maurer mówi „Czasy się zmieniają, ale pan zawsze siedzi w komisjach” do szefa komisji weryfikacyjnej, granego przez Zbigniewa Zapasiewicza, który w filmie Kieślowskiego grał szefa komisji nadającej uprawnienia adwokackie jednemu z głównych bohaterów. W drugiej części początkowa scena w więziennej celi kończy się siłowym wyprowadzeniem współwięźnia Franza przez kilku funkcjonariuszy w dokładnie taki sam sposób, jak w Dekalogu prowadzono granego przez Mirosława Bakę skazańca do celi śmierci. W trzeciej części możemy zaś zobaczyć samego Mirosława Bakę, który podobnie jak u Kieślowskiego w więzieniu, tym razem na komendzie policji, musi przejść przez korytarz poprzedzielany zakratowanymi drzwiami, aby dostać się do małego pomieszczenia. Gra on tu jednak nie skazańca, tylko komendanta policji idącego do swojego biura. Może jest to zbyt daleko idące przypuszczenie, ale biorąc pod uwagę fakt, że Kieślowski wspominał Pasikowskiego jako przyszłość polskiego kina w jednym z ostatnich wywiadów jakich udzielił przed śmiercią (program 100 pytań do… -TVP 1994), to byłby to piękny dyskretny ukłon w stronę mistrza, którym fascynował się u progu swej kariery.

   Nie wiem czy film Psy 3 powtórzy sukces części poprzednich, ale niewątpliwie jest to produkcja którą warto powtórzyć, chociażby dla muzyki Michała Lorenca, która przenosi nas na chwilę do kina z czasów, kiedy ścieżki dźwiękowe to nie były zbiory chwytliwych rockowych czy hiphopowych utworów znanych wykonawców, ale starannie dopasowane kompozycje instrumentalne, nadające seansowi dodatkowy bodziec, który stymuluje widza. Pierwsze części Psów były jednymi z ostatnich takich filmów polskiego kina głównego nurtu. 


czwartek, 2 stycznia 2020

LISTA POSTĘPU I CZARNA LISTA WSTYDU


Pewnie część z was wie już o tym, że od prawie pół roku posiadam pieska, a konkretnie suczkę o imieniu Kawa. Jest to urocza towarzyszka życia, która tak jak ja, bardzo lubi przesiadywać całymi dniami w kawiarniach i restauracjach, a wieczorami w gospodach. Oczywiście nie samą zabawą człowiek żyje więc pomiędzy bywaniem tu i tam, Kawa również chodzi ze mną załatwiać ważne sprawy w różnych instytucjach.
Nie zdawałem sobie jednak sprawy, że na naszym terenie istnieją jeszcze miejsca gdzie czworonożni goście są dyskryminowani. Byłem pewien, że ten etap rozwoju ma już nasze społeczeństwo za sobą i nie mamy się czego wstydzić przed bardziej postępowymi częściami Europy czy świata. Niestety myliłem się i ku mojemu zaskoczeniu zdarzają się jeszcze lokale gastronomiczne, sklepy i instytucje publiczne, gdzie personel zwraca mi uwagę i informuje, że nie życzą tam sobie aby odwiedzać ich w towarzystwie Kawy czy innych psich przyjaciół. Znam też miejsca gdzie niby wejść możemy razem, ale jak Kawa chce wejść na krzesło czy kanapę to już jest problem. Są nawet miejsca, gdzie na drzwiach wisi wstydliwa dla właścicieli naklejka z przekreślonym pieskiem.
Ja oczywiście nic sobie z tego nie robię i wchodzę z Kawą wszędzie, a jak mi zwracają uwagę to mówię, że to źle o nich świadczy, oburzam się i wychodzę obrażony. Czasami niektórzy wymawiają się przepisami sanepidu, wtedy sugeruję, że powinni napisać do sanepidu pismo z żądaniem zmiany przepisów. Jak sanepid dostanie milion takich pism to przepisy w końcu zmienią, w jedności siła.
Tak czy inaczej problem ciągle jest w mentalności części społeczeństwa i trzeba zrobić coś żeby ten problem wykorzenić. Parę dni temu przyszedł mi do głowy jeden pomysł po tym, jak zobaczyłem zdjęcie, które umieścił zaprzyjaźniony z BC43400 Pavel Trojan, który spędzał okres świąteczny w Wojwodinie, w Serbii. Sam odwiedzając te tereny kilka miesięcy temu zauważyłem, że traktowanie zwierząt domowych jest tam jeszcze dalekie od naszych standardów, Pavel podziela moją opinię, dlatego tym bardziej zaskoczyła go księgarnia w Nowym Sadzie, na której drzwiach wisiała naklejka informująca, że jest to miejsce przyjazne naszym pupilom.


Jeśli więc da się tam, to da się i u nas. Postaram się więc w najbliższym czasie przygotować listę takich miejsc, w których jesteśmy mile widziani ze swoimi czworonożnymi przyjaciółmi i obdarować te miejsca podobną naklejką do wywieszenia, a także przygotowaną w kilku językach informacją dla gości, na co należy zwracać uwagę w miejscach publicznych jeśli jest się w towarzystwie zwierzątka, tak aby nie sprawiało ono większego kłopotu innym gościom.
Pomyślałem też o tym aby równolegle stworzyć zestawienie pod nazwą CZARNA LISTA WSTYDU, w którym wymienione będą wszystkie miejsca w naszej okolicy, gdzie nie jesteśmy mile widziani razem, a osoby decyzyjne najchętniej widziałyby naszego pieska uwiązanego do słupa na zewnątrz. Jeśli macie więc pozytywne bądź negatywne doświadczenia w tej kwestii, to śmiało piszcie je w komentarzach pod tym postem lub wysyłajcie w wiadomościach prywatnych. Podawajcie miejscowość, nazwę i ewentualnie adres lokalu, sklepu, banku, urzędu czy innego miejsca, które chcielibyście pochwalić za przyjazne podejście do zwierzaków, lub skarcić za niechęć do naszych ukochanych.



P.S. Moja Kawa pojawiła się na wrześniowej stronie kalendarza na rok 2020 fundacji "Lepszy Świat", która pomogła w uratowaniu jej życia kiedy błąkała się jako bezpański szczeniaczek. Kalendarze da się kupić za pośrednictwem ich strony http://www.fundacjalepszyswiat.pl/kalendarze-fundacji-na-2020-rok-juz-dostepne!.html

wtorek, 31 grudnia 2019

NIEWINNE KŁAMSTEWKA NA DACHU SZPITALA


Większość ludzi sprząta mieszkania przed świętami, a ja sprzątam w ich trakcie. Jest więcej czasu na to żeby przesortować wszystkie zalegające sterty papierów i ocenić co nadaje się do spalenia na wysypisku pod osłoną nocy (takie tam szpargały), a co może być jeszcze przydatne.

Tym razem z ciekawych rzeczy wpadł mi w ręce biuletyn szpitala śląskiego z grudnia 2016, w którym zaraz na początku szpital chwali się rozpoczętą budową lądowiska dla helikopterów, która ma kosztować 5 milionów złotych i będzie zrealizowana do końca 2017 roku. Swoje westchnienia dumy i radości, uzewnętrzniają w opublikowanym tekście, dyrektor szpitala Czesław Płygawko, oraz ówczesny starosta, Janusz Król.


Jeśli śledzimy na bieżąco lokalne serwisy informacyjne, to musieliśmy się natknąć w ostatnim miesiącu na jakiś tekst relacjonujący uroczystość otwarcia tego obiektu, która odbyła się nie w roku 2017 tylko dwa lata później, 10 grudnia 2019 roku. Zaproszone były bowiem chyba wszystkie okoliczne media oprócz mnie, były także obecne media ogólnopolskie.

Jak możemy przeczytać na stronie szpitala "Udało nam się z sukcesem zrealizować tę ważną inwestycję w terminie.[...] - mówi Czesław Płygawko, Dyrektor Szpitala Śląskiego w Cieszynie". Możemy też przeczytać o ostatecznym koszcie inwestycji, który wyniósł 11 167 027,13 zł, a sam koszt budowy lądowiska wyniósł 7,4 mln zł.

Przekroczenie terminu o dwa lata i kosztów o ponad 50% nie przeszkodziło jednak w odstawieniu medialnego show z okazji otwarcia, którego punktem kulminacyjnym było uroczyste przecięcie wstęgi przez obecnego starostę Mieczysława Szczurka i poprzednich starostów zaangażowanych w ten projekt, Janusza Króla i Jerzego Nogowczyka. (wychodzi więc na to, że projekt zaczął być realizowany wcześniej niż było to napisane w posiadanym przeze mnie informatorze).

Dzisiaj jest sylwester, ostatni dzień roku, zwyczajowo więc składamy sobie życzenia na rok następny, a to co już minęło, staramy się wraz ze starym rokiem puścić w niepamięć. Chciałbym więc życzyć panu dyrektorowi szpitala, panu staroście, jego poprzednikom, a także wszystkim innym ważnym osobom wszystkiego najlepszego w nadchodzącym 2020 roku, aby wszystkie inwestycje udawało się realizować w terminie i według zaplanowanego kosztorysu, a jak się zdarzy tak, że się to jednak nie uda (bo przecież to normalne, jesteśmy tylko ludźmi, a przeciwko nam stoi bezwzględna biurokratyczna machina oraz widmo zwyczajnych wypadków losowych), to nie uprawiajmy fałszywej propagandy sukcesu. Otwarcie kolejnego obiektu przeprowadźmy wizją lokalną i podpisaniem stosownych dokumentów, a media poinformujmy odpowiednim mailem już po fakcie. Wiem, że przecięcia wstęgi, wyuczone uśmiechy i kurtuazyjne uściski dłoni są ważne w budowaniu waszych karier urzędniczych i politycznych, ale ograniczcie się do prowadzenia takich działań wtedy, kiedy nie mają one drugiego dna i powikłanej historii.

Mieszkańcom naszego regionu i wszystkim odwiedzającym te strony życzę zaś, żeby nowe lądowisko w każdym momencie było gotowe do przeprowadzenia potrzebnych działań ratowniczych, a najlepiej jednak żeby taka potrzeba nigdy nie zachodziła. Do siego ;)